OsTaTnI wEeKeNd

Standardowy

Nadchodzący weekend będzie ostatnim luźnym weekendem. :( Po nim będzie poniedziałek, który rozpocznie nowy rok szkolny. : Skończy się obijanie, nic nie robienie, wysiadywanie w necie, i czytanie całymi dniami książek… :( Zaczną się nowe – stare obowiązki… :( Odrabianie lekcji, zarwyanie nocy, stres, łzy… :( Będą też miłe akcenty, jak spotkanie z przyjaciółmi i znajomymi. :) Kocenie pirwszorocznych, na które już się cieszymy… :D Pewnie ten zaszczyt przypadnie maturzystom, ale może uda nam się też wkręcić na tą imprezę. :)
Przed poniedziałkiem czeka mnie sprzątnie pokoju, w którym z wielkim trudem znajduję potrzebne rzeczy. :) Nie lepiej jest w kuchni i łazience. ;) Tak więc zaraz po skończeniu pisania zabieram się do ogromniastych porządków. :)
W sobotę ma przyjsć dziadek na moje urodziny. Tak naprawdę, to go nie zapraszałam, sam się wprosił. Ale cóż mogę począć? Odmówić? Wpadnie trochę kasy, posłuchamy jego wywodów o wertłach i obrabiarkach i w końcu pójdzie. :)
W niedzielę muszę jechać na imieniny babci. :( Następna wysiadówa za stołem i słuchanie wiejskich plot… :) Może uda się starszych wyciagnąc wcześniej, bo w poniedziałek muszę wstać o 7:00. :)

EkSpErYmEnT

Standardowy

Wczoraj obejrzałam EKSPERYMENT. Już na początku się zdziwiłam, bo byłam pewna, że to jest film amerykański. Okazało się, że jest niemiecki. :) Nie zraziłam się tym i zaczęłam oglądać. Może na początku wydawał mi się nudnawy i płaski, ale z minuty na minutę akcja zaczęła się rozwijać.
Potrzebnych było dwudziestu ochotników do eksperyment. W ogłoszeniu nie podali na czym on będzie polegał, ale była mowa o dużych pieniądzach za udział. To skłoniło większość przyszłych uczestników do przyjścia. W eksperymencie chcieli sprawdzić zachowanie ludzi w ekstremalnej dla nich sytuacji. Ośmiu z nich było strażnikami, dwunastu więźniami. Początkowo wszystko było pięknie, ładnie, lecz po dwóch dniach zaczęło się komplikować. Dochodziło do buntów, kłótni, sporów… :) W pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli…
Ale nie piszę tej notki, by streścić film. :) Film ten pokazał jak układają się relacje między ludźmi, którzy są wolni, ale działają pod presją przyjętych ról. Oliver Hirschbiegel (reżyser) powiedział: „Widzimy, jak ludzie łatwo znajdują sobie wrogów i jak bardzo dążą do władzy, ujawniając mroczne instynkty”.

Wyciskacz łez

Standardowy

Zazwyczaj taki przydomek dostają filmy (komedie romantyczne czy melodramaty), bardzo rzadko lub też wcale książki. Nie spotkałam się nigdy z tym żeby ktoś powiedział: „Wiesz taka i taka książka jest takim typowym wyciskaczem łez”.

Zdarzyło mi się raz popłakać przy książce (nie ze śmiechu). Była to „Strefa śmierci” Stephena Kinga. Płakałam dwa razy; pierwszy kiedy okazało się, że główny bohater, którego imienia nie pamiętam, zmarł z powodu guza mózgu. Drugi raz, gdy jego dziewczyna z lat młodzieńczych przyszła zapalić świeczkę na jego grobie. Wspominała wtedy chwile razem spędzone, a było to tak pięknie napisane, że łzy same mi popłynęły. Od tego czasu nigdy nie płakałam przy książce. Owszem zdarzało się, że ściskało mi się serce z bólu i rozpaczy, ale łzy nie chciały płynąć.

Teraz kończę czytać „Władcę Pierścieni” Tolkiena. Oczywiście opowieść kończy się z happy endem, pierścień zostaje zniszczony. Wydawać by się mogło, że teraz może być tylko lepiej. Nic bardziej złudnego… Tolkien nie kończy swojej książki fundamentalnym już zdaniem „Żyli długo i szczęśliwie…” Jest to druga książka przy której płaczę. Czytam i łzy płyną mi po policzkach, przerzucam kartkę w nadziei, że nie będę płakać, lecz już nowy potok płynie po moich policzkach…

Muszę przyznać, że rozczarowało mnie zakończenie. Czuję jakiś niedosyt; wydaje mi się, że powinno być coś jeszcze. Przecież nie można tak zapomnieć o Pani Galadrieli, Elrondzie, Gandalfie i innych pięknych postaciach…! Jednak Tolkien zapomina o nich. Kiedyś w jakimś filmie padło zdanie, że jeśli ludzie o nas zapominają przestajemy istnieć… To właśnie Tolkien zrobił w swojej książce – sprawił, że ludzie o nich zapomnieli…

2

Standardowy

Obejrzałam wczoraj po raz (chyba) dwudziesty TITANICA. Pomijając to, że popłakałam się parę razy znów doszło do kłótni między mną a mamą i między mamą a tatą. :) Może kłótnia, to za mocne słowo; była to raczej ostra wymiana zdań. Jak nie trudno się domyślić tata i ja byliśmy po jednej stronie, a mama po drugiej. Pokłóciliśmy się więc na wszystkie możliwe sposoby. :) Chodziło o zakończenie wyżej wymienionego filmu. :)
W scenie końcowej „stara” Rose leży w łóżku z zamkniętymi oczyma; w tle zaczyna grać muzyka, pokazane są zdjęcia z jej młodości… Nagle przenosi się na dno oceanu i idzie po pokładzie zatopionego Titanica, który z każdym jej krokiem zaczyna się odnawiać, aż w końcu przypomina statek, na którym podróżowała. :) Nagle gwałtownie skręca, kamerdyner otwiera jej drzwi i wchodzi do sali, gdzie witają ją gromkimi oklaskami. Są tam wszyscy; pokojówki, orkiestra, kelnerzy, przyjaciel Jacka i inni pasażerowie… Na schodach stoi pan Angus, twórca statku, kiwajac główą… U szczytu schodów, oparty o poręcz i wpatrzony w zegar stoi Jack w swoim zwykłym ubraniu… Nagle odwraca się, wyciaga dłoń, którą podaje mu “młoda” Rose… Obejmują się, całują, a wszyscy zgromadzeni na sali klaszczą… I tak się kończy film… :)
Kłótnia dotyczyła tego czy “stara” Rose, leżąca na łóżku w swojej kajucie jest pogrążona we śnie czy może marzy czy też umarła. Według mnie ona spała i we śnie przeniosła się na pokład Titanica. Tata twierdził, że ona leży i marzy, że przenosi się na statek. Potem doszedł do wniosku, że to jest prawie to samo i będzie trzymał moją stronę. :) Mama była pewna, że ona umarła, a jej duch przeniósł się na statek, gdzie spotkał ducha Jacka i innych, którzy zginęli w katastrofie. Dyskutowaliśmy około godziny podajać coraz to nowe argument żeby przekonać się nawzajem, ale nie doszliśmy do porozumienia… :) Na koniec mama powiedziała, że to jest wolny kraj i każdy może myśleć co chce. Na tym się skończyło i nie wracaliśmy już do tematu. Ale mnie ciagle ten temat dręczy… Suma sumarum wszystkie wersje są prawdopodobne, a rozwiać moje (nasze) wątpliwosci może jedynie sam reżyser… :)

1

Standardowy

Zazwyczaj w początkowych wpisach pojawiają się informacje o autorce/autorze bloga. Nie będę oryginalna i zrobię to samo. Zdaję sobie sprawę, że gdybym chciała napisać o sobie wszystko powstałaby z tego nie tylko notka, ale i cała książka.  Na podstawowe informacje powinna wystarczyć notka i to średniej długości.
Jestem Elle. Nie jest to moje imię ani ksywa. Mam 17 lat. Chodzę do klasy z rozszerzonym językiem niemieckim. W przyszłości zamierzam studiować medycynę. Teraz zastanawiam się tylko w jakim mieście.
Mieszkam w średniej wielkości mieście, którego nazwy teraz nie ujawnię. Jest położone w odległości 12 kilometrów od jednego z większych miast Polski. Tam też często jeżdżę na zakupy, do kina lub po prostu połazić się na jednej ze znanych ulic.
Moje zainteresowania są bardzo różne; można powiedzieć, że każde z innej beczki. Lubię książki, dobry film (w szczególności polski), teatr, muzykę (słucham praktycznie wszystkiego), sport (głównie moją ukochaną koszykówkę). Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Czytam wszystko za wyjątkiem romansów w stylu Harlekinów i powieści wojennych z wielostronicowymi opisami bitew, pojedynków i przygotowań wojennych. Ostatnio czytałam Tolkiena i Grocholę, Zamierzam przeczytać Harrego Pottera w wersji oryginalnej.

Oprócz książek lubie też gazety, które są miłym urozmaiceniem pomiędzy jedną a drugą książką. Mam nawyk kupowania gazety z jakimś dodatkiem (płytą, kosmetyczką, biżuteria). Zazwyczaj zadowalam się dodatkiem, a gazeta ląduje w koszu. Dziś kupiłam Panią Domu z płytą Blue Cafe. Regularnie kupuję Film i Elle, a od pewnego czasu Świat Seriali.
Posiadam prawie półrocznego cocker spaniela o imieniu Frodo. Nie jest to cześć mojej sympatii do Elijaha Wooda czy też książkowego bohatera. Przyszło samo… Kiedy kupimy działkę i zbudujemy na niej dom, chcemy dokupić Frodowi do towarzystwa seterka irlandzkiego…
Co do wyglądu zewnętrznego jestem wysoką (178 cm) brunetką. Mam chwilowo lekką nadwagę, więc jestem na diecie i dużo ćwiczę. Ale ja z natury lubię ruch i aktywność fizyczną. Spędzam pół godziny na rowerku stacjonarnym, pływam, ćwiczę jogę i pilates.
Lubię też pić herbatkę w nieograniczonych ilościach. Najbardziej zieloną lub też Pu-Erh o różnych smakach i zastosowaniach. Teraz popijam herbatę czerwoną Earl Grey, która jest podobno zabójcą tłuszczu.
Myślę, że to jest tak z grubsza o mnie i moich zainteresowaniach. Reszta wyjdzie w przysłowiowym praniu. Ale i tak, to nie będzie wszystko ponieważ „Hobbici to doprawdy zdumiewające stworzenia. Niby można w ciągu tygodnia poznać ich na wylot, a przecież po stu latach znajomości potrafią cię zaskoczyć niespodzianką nie do wiary!”