WaRiAcJa

Standardowy

Jutro idę do kina na „Nigdy w życiu”. Po raz drugi w życiu z takim napięciem czekam na jakiś film. Ostatnio ekscytowałam się „Władca Pierścieni: Powrót króla”. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że babcia coś przebąkuje, że może nie pojedziemy! Ona nie może mi tego zrobić! Najnormalniej w świecie nie może!! Czekałam na ten film od wakacji. Wtedy dowiedziałam się o castingu. I w ogóle o istnieniu książki Katarzyny Grocholi. Kupiłam ją w supermarkecie i przeczytałam jednym tchem. Jak otworzyłam pod wieczór, to zamknęłam dopiero rano. Potem przeżywałam casting. Niepewność kto zagra Judytę. Bo tego się dowiedziałam na samym końcu…! Wiedziałam, że Niebieskim ma być Zieliński. Nie bardzo mi się to podobało. Ale potem zmieniło się. I Niebieskim został Artur Żmijewski. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do Danki Stenki w roli Judyty. Z czasem się przekonałam. Kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcia z filmu, wiedziałam, ze lepszej Judyty by się nie znalazło. Tak jak Grażyna Wolszczak urodziła się by zagrać Yennefer, tak Danka Stenka przyszła na światy żeby zagrać Judytę!
Dzisiaj jest premiera. Niektórzy szczęśliwcy zobaczą film już dziś. Ja muszę się zadowolić oglądaniem 500 razy na minutę zwiastuna. Jutro zobaczę film…
Mama się mnie zapytała czy nie rozczaruję się jeśli film będzie inny od książki. Zawsze mi to przeszkadza. Ale jakoś w tym wypadku wiem, że film będzie cudowny! Nie boję się, że mnie rozczaruje. Nie ma wręcz takiej możliwości! Bo w końcu to jest komedia romantyczna…! czyli to co ja najbardziej lubię..!

WsPoMiNki

Standardowy

Wczoraj nie mogłam usnąć. Leżałam na łóżku i myślałam. Trwało to chyba do 3 czy 4 nad ranem. Obudził mnie telefon od babci. Była godzina 10:30! Położyłam się z powrotem do łóżka. Nie mogłam już usnąć. Wstałam. Teraz siedzę przy kompie i piszę. Jak tak sobie wczoraj leżałam, to zaczęły mi przed oczami przelatywać kolejne obrazy z przeszłości. Wtedy, gdy trenowałam. Byłam szczęśliwa… Miała Ninę przy sobie… Znałam Beatę… Jarzynka jak mnie widziała, to się z daleka uśmiechała… Tak bym mogła wyliczać bez końca. A teraz co z tego zostało…?! Nic. Kompletna pustka. Z Niną jestem pokłócona. Mówimy sobie tylko „cześć”. Czasem i tego nam się nie chce. Nie trenuję przez pieprzoną kontuzję. Albo przez pieprzoną trenerkę. Przecież kazała mi oddać strój! I nie pokazywać się na treningach! Bo tak najprościej! Jak tylko odeszłam z drużyny wszyscy się ode mnie odwrócili… ;( To chyba jest standardowe postępowanie. Lepiej kopnąć w dupę i udawać, że się nie zna. Niż przytulić, pocieszyć, powiedzieć coś miłego. Z Beatą się kontakt urwał. Ale to chyba przeze mnie. Gdy ją poznałam okazało się, że nie jest tak boska jak ją sobie wyobrażałam. Nie miała żadnych boskich cech. Była normalna. Jak my wszyscy. Ja ją idealizowałam w swoich marzeniach. Robiłam z niej bóstwo. Boginię, której oddaje się cześć. A w rzeczywistości się cholernie rozczarowałam! Ale nadal bardzo ciepło wspominam rozmowy telefoniczne z nią! I Juve przy drugim aparacie! Potrafiłyśmy tak przez godzinę nawet! Najkrócej to było pół godziny! :) Pamiętam jak kiedyś o czymś z Beatą zawzięcie dyskutowałam. A Juve kręciła się z słuchawką po kuchni, bo była głodna. Zdecydowała, że zje mleko z płatkami. I Beata mi coś tłumaczy. Ja słucham. A tu nagle Juve: „Przepraszam, że przeszkadzam w ważnej dyskusji…ale Ewa gdzie ty masz głębokie talerze??” Ja w brek, Beata też. A Juve biedna stoi i nie wie co w tym było śmiesznego. A tak właściwe, to jak ja ją poznałam? A już pamiętam! To było z Edzią. Chyba trzy sezony temu. Byłyśmy na Memoriale i Beata też przyjechała. Razem ze swoją drużyną. Namówiłam Edzię żebyśmy sobie z nią zrobiły zdjęcie. I od tego się zaczęło. Najpierw zdjęcie. Na drugi dzień byłyśmy już na „ty”. W trzeci dałam jej numer telefonu. Wtedy przyszło też pierwsze rozczarowanie, bo nie zadzwoniła. A ja odliczałam dni do wyjazdu do Wrocławia. Nawet nie wiedziałam z Edzią czy jedziemy. Ale nie przeszkadzało nam to w planowaniu strategii jak zaskoczyć Beatę. Na meczu w Łodzi Grzanka powiedział nam, że jedziemy. Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa! Starałyśmy się z tego bufetu wyjść jak najspokojniej. Ale wiedziałyśmy, ze każda z nas marzy o tym, by dać upust swojej radości. Potem znów było odliczanie do dnia wyjazdu. Podróż była nawet ciekawa. Cały autokar spał, a ja z Edzią nadawałam! Pod halą spotkałyśmy się z Tombem. Nie zapomnę miny Grabara, jak sobie normalniej w świecie weszłyśmy na halę! Bez biletów! Myślałam, że mu kiep z gęby wypadnie na to wszystko! Siedziałyśmy pod szatniami. Poznawałyśmy się z Tombem. Zaczęły się Wrocławianki kolejno schodzić. Szpila. Krupa z walkmanem. Każdej trzeba było obowiązkowo powiedzieć „cześć”. Nie przeszkadzało nam, że ich nie znamy. Odpowiadały z uśmiechem na ustach. A Tombo mówił: „To są fanki Beaty! Z Pabianic!”. Szpila spytała czy nam się chciało. Krupa była pod wrażeniem. Potem przyszła Beata z Patrykiem. Zaryło ją jak nas zobaczyła! Warto było jechać. Choćby tylko po to, by usłyszeć od niej: „A co wy tu robicie?!”…

Ciąg dalszy nastąpi

FeRiE cD.

Standardowy

Zaczyna się drugi tydzień ferii. Właściwie to już się zaczął. Pewnie minie tak szybko, że nie zdążę się nim nacieszyć. Na dworze zawierucha. Śnieg pada. Jakby Matka Boska razem z Panem Bogiem stare kołdry trzepali. Albo to Aniołowie bawią się w berka. I pióra ze skrzydeł spadają do nas. Na ziemię. Ale nic co boskie nie powinno być na ziemi…! To pewnie dlatego odeszła Dorotka Terakowska…
Zrobiłam wysiłek. Napisałam wczoraj SMSa do Aśki. Dzisiaj wyszłyśmy na spacer. Do dupy było. Głównie ja gadałam. O jakiś pierdołach. Bo o czym innym mogłam? Ona czasem coś powiedziała. Spotkałyśmy Kasię. Wprowadziła ożywienie do naszej rozmowy. Chwała jej za to. Inaczej bym się zamieniła w sopel lodu. Tera jest pewnie razem a Anką, Martałą i Mendą u Radzia. A tak właściwie, to dlaczego napisałam Radzia?! Przecież ja go tak naprawdę nie lubię. Powinnam była napisać Radka-Zadka albo Radona albo Radzia-Kulturysty. Ale szkoda mi chłopaka. Może dlatego napisałam tak ładnie. A dlaczego do niego nie pojechałam? Bo nie miałam nastroju na patrzenie jak on cierpi. Ale czy tak jest rzeczywiście…? Raczej nie. Po prostu mi się nie chciało. Wolałam siedzieć z dupą w ciepłym domu. Psuć oczy przy komputerze. Objadać się bez przerwy. Pracować na wagę powyżej 65 kg. Koszmar…!

FeRiE; dZiEń 2

Standardowy

Ferie. Nareszcie nadszedł i dla mnie czas odpoczynku. Miałam się uczyć. Wtorek, a ja do zeszytu nie zajrzałam. Ale mam wymówkę. Ilona jest u mnie od soboty. Zamiast trenować w Ostrowie. Melinuje się u mnie. W Pabianicach. Powiedziała trenerowi, że zostaje u koleżanki do środy. Albo wtorku południa. Tera śpi. Ja wstałam. Bo chyba wypada zrobić gościowi śniadanie. Dzisiaj jedzie do tego swojego Ostrowa. Nawet nie wiem gdzie to jest. Pewnie jakaś zapyziała dziura na drugim końcu Polski. Gdzie jest zawsze minus 16 stopni. I psy na księżyc dupami szczekają. Ale Ilonie coś się tam podoba. Inaczej by tam nie grała. Już dwa lata. Bo chyba nie siedzi tam dla kasy. Beniaminkowi nie płaci się kokosów. Chyba, ze ma bogatego sponsora. I odnosi sukcesy. Ale Ostrovia nie odnosi sukcesów. Sponsora dzianego też nie ma. Może to sprawa honoru. Wprowadziła zespół do ekstraklasy. Teraz nie chce ich kopnąć w dupę. Jak tak, to fajną mam koleżankę!
Wyszłam z Frodem na spacer. Zgnilizna na dworze. Najchętniej bym została w domu. Ale pies tyle nie wytrzyma bez załatwiania pilnych potrzeb. Podwinęłam dżiny i wyszłam. Zaliczyłam wszystkie kałuże. Szłam sobie koło LO. Z daleka zobaczyłam Felkę. Zbunkrowałam się w samą porę. Ale z deszczu pod rynnę. Strzała mnie zobaczyła. Musiałam iść do niej na herbatkę. Dawno nie byłam. Zdziwiłam się, ze mnie zaprosiła. Odkąd zrezygnowałam z korków była obrażona. A do tego Mały w Iraku. Siedziałam godzinkę. Przy herbatce rumowej i makowcu.
Cdn****************************
Wczoraj zmarł Michał (???) Szumowski. Mąż Doroty Terakowskiej. Cudownej pisarki i dziennikarki. Ona też odeszła. W styczniu. Ich córka została sierotą. Gosia Szumowska. Nie ma teraz na tym świecie nikogo prócz męża. Dwa nieszczęścia w tak krótkim czasie. I to tak ogromne nieszczęścia. Oni pewnie teraz przechadzają się po niebie w towarzystwie sowich Aniołów. Żeby Gośki Anioł teraz nie opuścił…