InCyDeNt

Standardowy

Byłam wczoraj z Asiasią w Hypernowej. W sumie poszłam po nic. Dla własnego kaprysu. Aśce powiedziałam, że muszę kupić mydło Dove. Tak na prawdę chciałam kupić sobie „Szczęściarę” albo „Nostalgię anioła”. Nie powiedziałam jej prawdy, bo i tak by nie zrozumiała. Ona uważa mnie za inną, bo czytam książki. W gruncie rzeczy to ja powinnam ją traktować jak odmieńca, skoro książek nie czyta. Ale na tym polega piękno przyjaźni i miłości… Kocha i lubi się ludzi za to jakimi są, a nie jakimi chcielibyśmy ich postrzegać. =)
Wracając do Hypernowej… Po długim zastanowieniu zdecydowałam się na „Nostalgię anioła”, mydło Dove i zielone Orbitki. Aśka stanęła w jednej kasie, a ja poszłam zobaczyć czy nie ma mniejszej kolejki przy innej. Nie było. Przed nami były trzy osoby, facet z niewielką ilością zakupów, babeczka z 2 serkami i 5 jogurtami i jakiś facet w dżinowej kazmizelce. Stanęłyśmy sobie grzecznie za nim i gadamy o książce. Aśka stwierdziła wtedy, że też się skusi i przeczyta ją po mnie. Nagle ten facet w dżinie odwraca się i gapi na nas z 3 minuty. Nie wiem czemu, bo ani nic na niego nie powiedziałyśmy, nie rzuciłyśmy łaciną. Ale nic, olałyśmy go. ;) Babeczka z jogurtami i serkami zapłaciła, a facet w dżinie nadal stoi. Moje zakupy podjechały już na taśmie do pani ekspedientki, ona wstukuje je na kasę, a facet w dżinie stoi jak wmurowany. Nie myśląc długo przeszłam przed niego, bo chciałam zapłacić. Na co on do mnie:
-Proszę pani nie widzi pani, że ja stałem tu przed panią.
-No tak, ale pan nie kupuje, a ja tak.
-Tu jest kasa, tu się nie kupuje tylko płaci. Pni jest jakaś pomylona, pani powinna się leczyć!
I drze się na cały sklep. Ale pani przy kasie stanęłą w mojej obronie i powiedziała panu, że nie wie co on tu robi. Na co on z nią z mordą wyskoczył, że jest w takim sklepie po raz pierwszy. Oczywiście stanęło na tym, że ja zapłaciłam pierwsza, pani przy kasie porozumiewawczo do mnie mrugnęła i odeszłyśmy razem z Aśka. Już na ulicy zaczęłyśmy wymieniać refleksje na temat pana w dżinie. Stanęło na tym, że jak się jest w jakimś sklepie po raz pierwszy, to powinno się naśladować innych. Zawsze to lepsze niż robienie przedstawienia. Ale widać pan w dżinie tego nie wiedział…
Jaki z tego opowiadania morał? Nigdy nie stój w supermarkecie w kolejce za facetem, który nic nie kładzie na taśmie! Chyba, że jesteś pewny, że jest z kimś–>żoną, córką, kolegą, narzeczoną etc. :P Chyba, że lubisz jak ktoś się na ciebie drze bez powodu… ;)

MoJa WłAsNa LeGeNdA

Standardowy

Paulo Coelho w jednej ze swoich książek napisał: „Własna Legenda to jest to, co zawsze pragnąłeś robić. Każdy z nas we wczesnej młodości wie dobrze, jaka jest jego Własna Legenda [...] Spełnienie Własnej Legendy jest jedyną powinnością człowieka”. Czy ja aby na pewno wiem jaka jest moja Własna Legenda? Kim chce być, co robić? Otóż nie!!! Jestem za młoda. Mój charakter nie jest wcale ukształtowany, zmieniam się jak chorągiewka na wietrze. A w gruncie rzeczy nie chcę taka być!! Nie chcę grać, ustawiać się pod publiczkę…! Chcę być sobą. Ale z drugiej strony chcę, by ludzie akceptowali mnie taką jaka jestem. Pokochali mnie tak jak ja potrafię pokochać innych. Bo mimo wszystko potrafię, choć czasem tego nie okazuję. Dla pozornie obcej osoby jestem skłonna do wielu wyrzeczeń. I choć ona o tym nie wie, ja jestem szczęśliwa kiedy na jej twarzy widzę znów uśmiech. Kiedy jest taka jaką ją pamiętam od zawsze. Zawsze czyli od dwóch lat. Tylko lub też aż tyle się znamy. Za rok o tej porze będzie ona tylko miłym wspomnieniem. Pamiątką, która bardzo mocno wyryła się w mojej pamięci. I w sercu. I może kiedyś zniknie z pamięci, bo pamięć ludzka jest rzeczą ulotną. Ale zawsze będę ją mieć w sercu. Tam jest bezpieczna… Paulo Coelho powiedział jeszcze jedno bardzo mądre zdanie. „Kiedyś czegoś pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć”. W swoim życiu marzę o wielu rzeczach. Większość są to błahe zachcianki, powstałe pod wpływem chwili, impulsu, duchowego uniesienia. Ale jest jedna rzecz, która nie chce się spełnić. Dla wielu jest to już oczywiste. Trochę im to spowszedniało. Mi czasem też udaje się o tym zapomnieć. Ale noszę w sercu żal i gorycz. Żal do Boga, że nie chce spełnić mojej prośby. Nie chce sprawić, bym przynajmniej rok była szczęśliwa. Nawet nie rok. Kilka nic nie znaczących miesięcy. Gorycz, bo porażka zawsze boli. Choć trudno się do tego przyznać, trudno jest żyć ze świadomością, że nie wszystko poszło tak jak powinno. Nie mogę swojego żalu i goryczy przelewać na innych. Oni nie są niczemu winni. Właściwie ona. Nic mi nie zawiniła, ale niedosyt jest. Nigdy w pełni jej nie polubię. Nie potrafię mimo wielu prób. A próbowałam. Bywało, że mało mi brakowało, ale wtedy jak widmo wracało tamto. I tamto było silniejsze. I znów wszystko trzeba było zaczynać od początku…

Boże…! Wiem, że nie jestem wzorową katoliczką, która chodzi co niedzielę do kościoła… Ale to chyba nie jest powód żebyś mnie tak krzywdził?! Dobrze wiesz co czuję, bo jesteś Wszechwiedzący, Wszechobecny i Wszechmocny. Możesz sprawić bym była pijana ze szczęścia przez te parę miesięcy. Nie możesz zasłonić się prawem, nakazami, zakazami etc. Móc znaczy chcieć… Proszę Cię…!!! Zechciej…! Jestem gotowa na wszystko, jeśli to się wypełni! Zresztą będę mogła liczyć na Mojego Anioła, Mojego Ave. Daj Mu i mi szansę… Ciebie proszę…! A…