HaPpY dAy

Standardowy

To już jutro! Najszczęśliwszy dzień w życiu każdego ucznia. Bo studenci Dzień Szczęścia mają miesiąc później. :) Skończą się kochane wakacje. Zacznie się nie kochana szkoła. :/ Ale pod naszymi powiekami zawsze będą wspomnienia mijających już wakacji. :) W nowy rok szkolny wkraczam starsza o rok. Już pełnoletnia. Z maturą nad głową. I zwiększoną odpowiedzialnością. Czy temu7 podołam? Nie wiem… Będę się starać. Ale jedno wiem na pewno! Nic już nie będzie takie jak dawniej… ;(
Miło będzie popatrzyć na profesorów. Przynajmniej jutro będę to robić z radości. Powrót do szkoły w białych rajstopkach i beżowych bucikach… To zawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. I Gabrysia, która na pewno założy „coś specjalnego”. :) Aż strach się bać…. :P I Aliszia w tych swoim niebieskich szpileczkach. Będzie sunąc po schodach z prędkością światła. :P Ale nie będzie już z nami Felki. Już nie będzie katować kolejnych pokoleń licealistów ze Śniadeckiego. Trochę szkoda. Zawsze będę miło wspominać niektóre lekcje. I jej kultowe już: „Pafciu!!!” albo „Faceta, faceta, faceta!!!”. Nie miłe wspomnienia z nią też mam. Ale w takiej chwili nie są one najważniejsze. Tak jak na zakończeniu. Kiedy to wszyscy na sali wstali. Profesorowie też. I zaczęli skandować: „FE-LA, FE-LA!!!”. To było piękne… :)

PoRaŻkA

Standardowy

Aleksandra Socha przegrała z Rumunką Cataliną Gheorghitoaią 12:15 w 1/16 turnieju szablistek i nie awansowała do ćwierćfinału igrzysk olimpijskich w Atenach.
Szkoda. W końcu to też Pabianiczanka…! ;(

ElLe WoOdS

Standardowy

Wczoraj obejrzałam znów „Legalną Blondynkę”. :) Miałam zamiar obejrzeć coś innego. Ale z tych pozycji, które posiadam akurat to mi wpadło w ręce. W FILMie na pewno napisali by, że jest to płytki film. Dla głupich ludzi. O niskim ilorazie inteligencji. Totalne nieporozumienie. Bez przesłania. Bez żadnej myśli przewodniej… Etc. Czyli do gazety FILM bym się nadała. :) A to tak na marginesie. :)
Obejrzałam go pierwszy raz z ciekawości. Miałam ochotę na coś lekkiego. Co nie wymagałoby ode mnie wysiłku umysłowego. Padło na „Legalną blondynkę”. Już od pierwszych minut wiedziałam, że dobrze wybrałam. :) Miła muzyczka w tle. Ciekawa kolorystyka na ekranie. Nie będę streszczać filmu. To nie miejsce na to. Ci co widzieli wiedzą o czym jest. Ci co nie widzieli może kiedyś obejrzą. Nie, to ich strata. Dlaczego piszę o filmie? Spodobał mi się. Co tu dużo mówić. Rzadko wracam do filmu po tak krótkim czasie. Tym razem był to odstęp chyba czterech dni. Podobał mi się Elle. Cieszę się, że mój blog jest nazwany elle-elle. :) Nazwę wybrałam nieświadomie. Ze względu na gazetę dla pań. Nie na film. :)
Ale filmowa Elle to nie jest głupia blondyneczka. To dziewczyna, która ma coś do powiedzenia. Dla wielkiej miłości jest w stanie zrobić wszystko. Nie wiem czy mnie byłoby na coś takiego stać… Jest przy tym ambitna. Porażka to dla niej kolejne wyzwanie. Nie poddaje się. Walczy prawie do końca. A jak chce się poddać jest ktoś kto jej powie, że warto walczyć. I to w tym filmie było piękne. Pokazywał, że nie trzeba być człowiekiem o fizjonomii „fizola” żeby coś osiągnąć! Jedyne co potrzeba to chęć! :) Elle mi zaimponowała. Walczyła. Nie poddawał się. Stała się dla mnie tymczasowym wzorcem. Tymczasowym, bo na pewno niedługo mi minie. Fascynacja. Zainteresowanie filmem. Ale ta postawa zostanie we mnie. Będę ją pielęgnować. Dbać o nią. Bo warto jest usłyszeć od znienawidzonego Pocztyliona: „Osoba słaba napisała ten sprawdzian bardzo ładnie. Gratuluję E.! Bardzo ładnie!”. A kiedy usłyszę od Gabrysi: „E. Stać cię na więcej”, to udowodnię jej to. Pokażę, że zależy mi na niemieckim. Mimo, że nie zdaję go na maturze. I tak będzie z każdym profesorem! Niezależnie od przedmiotu. Niezależnie od moich uczuć wobec niej/niego. Ważne by usłyszeć te magiczne słowa. Słowa, które dodają człowiekowi skrzydeł….! :)

Jeśli jest fascynacja filmem, to nie może zabraknąć paru zdjęć .:) Taki już mam zwyczaj. Skrzywienie od urodzenia. ;)


Luke Willson. Grał Emmetta Richmond’a. Co mnie w nim urzekło? Chyba oczy. Było w nich coś tajemniczego. Głębia. Poza tym jego Emmett, to fajny facet. Z klasą… ;)


Victor Garber. Podobny bardzo do mojego byłego lekarza. I tylko dlatego jego zdjęcie tu się znajduje. Z sentymentu… ;)


Holland Taylor, czyli filmowa profesor Margaret Stromwell. Zimna. Cyniczna. Zasadnicza. Ale miała ludzką twarz. Cieszyła się autorytetem. Spodobała mi się jej gra. Lubię czarne charaktery. A ona była oziębła. Odrzucająca. Czyli wspaniała…

MoTyLiAdA cZyLi OtYlIaDa CzyLi OlImPiAdA

Standardowy

W piątek usnęłam na otwarciu Olimpiady. Przy reprezentacji z jakiejś wyspy. Na jakimś oceanie. :) Za długo to było. Polaków nie obejrzałam. Zresztą nikt w okolicy nie obejrzał. :) Tata usnął. Ciocia też. :)
Ale od soboty nieustannie siedzę przed telewizorem. I tylko przenoszę się z TVP1 na TVP2 i TVP3. :) Jak jest judo wychodzę. To samo przy boksie. Judo nie rozumiem. A jak czegoś nie rozumiem, to nie oglądam. Boks mnie nudzi. Oglądałam tylko jak walczył Aleksy. Potem wychodziłam. I jeszcze wczoraj na żeglarstwie mnie nie było. Robiłam chyba krzyżówkę… ;)
Oba wyścigi Otylii obejrzałam. Eliminacje i finały. Niesamowita dziewczyna! Po cichu liczyłam, że zdobędzie złoto na 100 motylkiem. Ale Australijka była lepsza. O 0,12 sekundy! Jak niewiele potrzeba żeby być drugim… Kiedy przy nawrocie była siódma zaczęłam się niepokoić. Przecież miał być medal. A tu Otylia jest przedostatnia. Ale wtedy włączyła jakieś turbo dopalanie. I wyprzedziła prawie wszystkie rywalki. Jakby miała jeszcze dwa metry basenu, to byłoby złoto… Wiem to! Ale srebro też jest wspaniałe…!
Kiedy płynęła 400 metrów dowolnym oglądaliśmy całą rodziną. Na jednej wąskiej kanapie siedziałam ja. Dziadek. I jeszcze mama. :) W pokoju był jeszcze drugi dziadek. Babcia. I tata. Krzyczeliśmy. Trzymaliśmy kciuki. Razem cieszyliśmy się ze srebra! Francuzce trzeba oddać honor. Była nie do pokonania. Przynajmniej tego wieczoru. Przed Otylią też chylę czoła. Bo zdobyć dwa medale w odstępie czterdziestu ośmiu minut, to jest coś! :)

Brawa należą się jeszcze polskim siatkarzom. Muszę przyznać, ze niw wierzyłam w nich. Nie wierzyłam, ze dadzą radę… A jednak dali radę! Pokonali Serbię i Czarnogórę! Tym większe barwo dla nich. A największe dla mojego ulubionego Sebastiana Świderskiego! :)

ŚmIeRć

Standardowy

W sobotę w Krakowie zmarł Czesław Miłosz. Poeta. Literat. Polak… Jeden z moich ulubionych poetów. Odszedł wycieńczony chorobą. A jednak jego śmierć była szokiem dla wszystkich. Nie tylko dla najbliższych. W pamięci Polaków przetrwa jako zdobywca prestiżowej Nagrody Nobla. Wspaniały poeta. Można by tak wymieniać w nieskończoność…
Dla mnie będzie on wspaniałym poetą. Jego wiersze lubiłam bardzo. I będę lubić nadal. Bo jeszcze nie poznałam ich wszystkich. W pamięć zapadnie mi jego „Wiara”. Poznałam ten utwór w gimnazjum. Był on dla mnie swego rodzaju amuletem. Był. Będzie. I jest nadal…!
Pamiętam jak nie mogłam jechać do Wrocławia. Cierpiałam wtedy bardzo. Polfa rozgrywała ostatni mecz. Według wielu kibiców. Bo przy stanie 2:0 dla tak klasowej drużyny jeszcze jedna wygrana, to pestka. Na tydzień przed spotkaniem Fikor spytał mnie czy jadę. Powiedziałam, że nie mogę. Wtedy on napisał, że szkoda. I, że może spotkamy się na finałach. Ja spytałam się go czy wie co to wiara. On powiedział, że zna tylko taką religijną definicję. Napisałam mu:
„Wiara jest wtedy kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie labo kroplę rosy
I wie, ze one są – bo są konieczne[...]„.
Odpisał mi, że to ładne. Ja mu napisałam, że to fragment wierszu Miłosza. I, że spotkamy się 10 kwietnia w Pabianicach. Na tym skończyła się rozmowa. Ja wyłączyłam gadu-gadu i nie kontaktowałam się z Fikorem. W sobotę i niedzielę czytałam sobie ten wiersz w chwilach największej słabości. I pomógł mi! Polfa przegrała dwa mecze! I miałam się spotkać z Fikorem! I miała przyjechać do nas Betty! I Pysia! I inni…! A to wszystko dzięki Miłoszowi…

A Śmierć w tym roku ma bardzo obfite żniwo.. ;(

[*] [*] [*] [*] [*] [*] [*] [*] [*] [*]