Standardowy

Zmienili nam plan. Zmiana bardzo subtelna. Ale odczuwalna. :) Najważniejsze jest to, że będziemy mieć lekcję w P2! Mojej kochanej sali. :) Gdzie są dobre fluidy od Strzałki. :) A tak na poważnie. Ta pracownia ma chyba dobre feng-shui. :) Wszyscy lubią się tam uczyć. Pisać sprawdziany. Po prostu być. Coś w tym musi być…
A będąc przy Strzałce, to przekonałam się, że można na Nią liczyć. Obiecała książki. I słowa dotrzymała. Dostałam dzisiaj. :) Nowiuśkie podręczniki. Ceglaste podręczniki. Za jedyne 39 złoty. :/ Ale dzięki nim będę mądra. I Pani Profesor pizda Płócienniczak się ode mnie odpierdoli. Na jakiś czas na pewno. :) A sama rozmowa ze Strzałką była bardzo sympatyczna! :) Jak zawsze chyba. I Ona była taka jak zawsze. Pogodna. Uśmiechnięta. Miła. Dowcipna. A przy tym ciepła i serdeczna. Dlaczego Bóg mnie pokarał Płócienniczakową…?! ;(
W sobotę nic. W niedzielę nic. I dzisiaj, jak na razie, też nic! ;( Chciałabym się z Nim spotkać. Pójść na spacerek. Porozmawiać. Po prostu być z Nim. Ale czekam. Już raz wyszłam z inicjatywą. Teraz Jego kolej. Jeśli w ogóle będzie miał chęć. Nie chcę się narzucać. Bo może źle odczytać moje intencje. I nasza znajomość może pójść się kochać. Już na samym początku. Tęsknię za Nim…! ;(
Zaczekam do piątku. Jeśli nadal będzie nic, zapomnę. Tak po prostu. Udam, że to był tylko piękny sen. Czasem przejdę tamtędy z Frodem. I tylko tyle… ;(

Standardowy

Było super! Półtorej godziny łaziliśmy po Strzelnicy. :) Nie skorzystałam z zaproszenia do domu. Skorzystałam z rady starszej SiStar. A teraz trochę żałuję. Ale nie może być za dużo jak na pierwszy raz. I być może ostatni… :|
Ale było fajnie. To tak jakby amerykański melodramat przenieść do polskich realiów…! Nie żałuję tego. :) Trochę odmiany w moim szarym i nudnym życiu…!
Dzięki Ci za ten dzień!! :)

Standardowy

Nawet nie wiem od czego mam zacząć… Gadałam z nim przed chwilą. Umówiliśmy się na jutro… Tylko, że ja zaczynam w to wszytsko wątpić. On był wyluzowany. A ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. To wszystko nie ma sensu. Ja nie wiem czy ja dobrze robię. Może on odczytał tego SMSa w inny sposób. Starałam się go napisać jak najbardziej na luzie i bez żadnych podtekstów. Ale jak zadzwonił i zaczęliśmy rozmawiać, to poczułam się głupio. Gdzie ja dziecko startuję do niego?! To chore. Powiedział, że nic nie tracimy spotykając się. ja już sama nie wiem… Jakbym do niego zadzwonił i powiedziała żeby o tym zapomniał, to by znaczyło, że chowam głowę w piasek. A z drugiej strony iść i się z nim spotkać się boję. Czekałam cały dzień na tej jeden jedyny telefon, a teraz mam obawy czy dobrze robię! Powiedział, że mam dziewczęcy głosik. Ale jak nie pójdę, to będę żałować do końca życia. Zakochana w nim nie jestem. Po prostu coś mnie do niego ciągnie. Ale nie wiem co… Nie chcę żeby sobie pomyślał, że chcę z nim coś więcej. Tylko chcę go poznać. Tlko tyle. albo aż tyle. Wiem, że sobie dam radę. Bo w sumie nic nie tracimy spotykając się. Ale jestem pewna, że nie będę mogła się wyluzować. Być sobą. A on był normalny, fajny facet. Słychać było, że ma poczucie humoru, jest otwarty, serdeczny, miły (?)… A ja wyszłam na szczeniarę, która sobie coś ubzdurała! Po prostu się boję. I nie mogę o tym zapomnieć. Zaraz zacznę układać scenariusz, co odpowiem na każde pytanie. a to jest bez sensu. Może po prostu zacznę od tego, że spotkamy się gdzieś na Strzelnicy. Odpada zadymiony pub czy inne takie miejsca. Im więcej o tym myślę tym więcej rzeczy bym zmieniła. Nawet się nie przedstawiłam! Ja nie wiem czy warto…? Najlepiej będzie jak zapomnę o tym do jutra. Przypomnę sobie dopiero jak zadzwoni. I wtedy będę się martwić! A nóż widelec, a wrzucę na luz o 15:00… Nie wiem, Nie wiem, nie wiem…! Chyba poradzę się Aśki…

Standardowy

Postawiłam sobie za cel, że znajdę M. Znaczy jego numer gadu-gadu. Znalazłam chyba 10 M. Jak nie więcej. We wtorek sprawdziłam dwóch. Wykasowałam. Bo byli z innej dzielnicy. Wczoraj trafiłam na jakiegoś z tej samej. Ale mieszkał koło pedałów. Więc też go chciałam spławić. Ale on zaproponował mi pomoc. Zapytał kogo szukam. Więc mu powiedziałam. Że M. Że też z Piasków. Ale z innej ulicy. Zapytał o nazwisko. Znałam. On też go znał! I dalej się potoczyło samo. Dał mi numer na komórkę. Poradził żebym zadzwoniła i powiedziała mu o sprawie. To nie w moim stylu. Nie oszukujmy się. Po zapewnieniach jego kolegi, że nic nie tracę i jemu będzie miło i nie będę się z nim na pewno nudzić, postanowiłam wysłać SMSa. Bo bezpieczniejszy. Czekałam 20 minut na odpowiedź. Nie przysłał. Zrezygnowałam. Bo w sumie ja bym chyba olała takiego SMSa. Zabrałam się do chemi. Żeby zająć czymś myśli. Potem wyszłam z Frodem. Wróciłam do chemi. Ale myśli mi uciekały. Więc powiedziałam sobie, że to nie am sensu. Powinnam sobie darować. A nie snuć plany na 20 lat w przyszłość! Na pocieszenie zostało mi to,że przynajmniej spróbowałam…
Przed snem obejrzałam zaległe dwa Emergency. To mnie zawsze uspokaja i zajmuje. :) Przed zgaszeniem światła sprawdziłam czy ustawiłam budzik w komórce. Była na wyświetlaczu koperta i napis 1SMS. Byłam pewna, że to od Aśki. Ale M. mi odpisał. Dziewięć minut po północy. :) Napisał, że bardzo chętnie się spotka i pozna ze mną. I zadzwoni jutro, czyli dzisiaj. :) Byłam wtedy najszczęśliwszą osobą na ziemi.
A rano postanowiłam, że nie idę do szkoły. Nie mogę usiedzieć na miejscu. A w szkole bym nic nie zwojowała. Boję się jego telefonu. Nie wiem co powiedzieć. Jak pociągnąć rozmowę. A w końcu to ja zainicjowałam wszystko. Teoretycznie jego ruch. Ale… Boję się, że jak się dowie ile mam lat, to nie będzie się chciał spotkać. Albo spotkamy się i wszystko będzie nie tak, wszytsko spieprzę. I nie będzie chciał się drugi raz spotkać. Boję się wszystkiego! A do tego jeszcze pogoda za oknem jest bardzo niesprzyjająca. :/
Najchętniej bym wszytsko odwołała. Nie odbierał komórki. Odpuściła go sobie. W końcu mnie nie widział. Więc jeśli kiedyś się spotkamy na ulicy, nie będzie wiedział, że to ja. Takie postępowanie jest w moim stylu.
Ale ktoś mądry kiedyś powiedział, że szczęściu trzeba pomagać… Ale czy to na pewno jest to szczęście?
BOJĘ SIĘ JAK CHOLERA…!!!!

Standardowy

Wystraczył jedna lekcja. Nędzne 45 minut. Żeby moje samopoczucie było o wiele lepsze! :) I co, że boli mięsień przedramienia. I co, że była siatkówka. I co, że nie usłyszałam dobrze. Nic!! Ważne, że Jego widok może poprawić nastrój! :) Ciągle się zastanawiam dlaczego tacy ludzie chodzą wolni?! Paranoja jakaś… :P Szkoda tylko, że jest nauczycielem… ;)
A tak na poważnie. Pała z hipy! Jebana Poczta dopięła swego! Usadziła mnie! Ale to nie moja wina, że jestem z hipy podstawowa! A o Lwie Trockim wiem tylko, że miał romans z Fridą Kahlo. Wiem natosmiat, że Zjawisko od WFu ma na imię Adam F. :) I, że ma 24 lata. I, że jest ładny. Tak jak Strzałkowski. :) Który Ance zawsze się podobał. :)
Nie mogę ręki do góry podnieść. Boli jak cholera. :/
W perspektywie fizyka z Grzybą. I chemia ze Stasią. I muszę się na to wszytsko telepać na Bugaj. Autobusem numer 3. :)
A teraz zaraz idę pod prysznic. Adam na WFie zrobił swoje. Nawet peirdzielona siatkówka może zmęczyć. Ale jego widok pozostanie w pamięci na długo. :) Aż do kolejnej lekcji. Czyli do jutra. :)

CZOŁEM DUPA! :D