Standardowy

wyszłam z chemi. pojrzałam w prawo. obaczyłam auto Strzałki. stało na swoim miejscu. brudnej Skody nie było. więc i Marcina nie było. ruszyłam w stronę przystanku. jednocześnie wiązałam szalik. przy ostatnim bloku stała brudna i zielona Skoda. pomyślałam sobie, że może to Marcin. ale sama odgoniłam tą myśl. to by było za dużo szczęścia jak na jeden raz. poza tym przy aucie stał jakiś koleś. ale jednak się mile rozczarowałam. z samochodu wysiadł Marcin. wymieniliśmy zwykłe „cześć”. przedstawił mnie swojemu koledze. Michał. straszny. i jeszcze ten „męski” uścisk ręki. nienawidzę jak facet tak podaje rękę! widać od razu lekceważenie. oczywiście Marcin mnie podwiózł. zamieniłam może z nim dwa słowa. z kolegą Michałem nawet cztery. ale zaczęłam mieć wątpliwości. czy ja i Marcin to jedno? czy może dwie odrębne osoby? jak mnie komuś przedstawai zawsze mówi: „to jest Ewelinka”. albo coś podobnego. nigdy nie powie: „to jest moja dziewczyna-Ewelinka”. albo coś w tym stylu. ludzie się chyba domyślają. jak odejdę zadają masę pytań. albo nie pytają o nic. bo wiedzą o czymś o czym ja nie wiem. jak jechaliśmy Michał powiedział, że wymyślił jak pomóc Marcinowi w jednej sprawie. i będzie miał pogadankę na spotkaniu. ale nie powiedział jaka to sprawa. ciągle dodawał: „wiesz o czym mówię” albo „wiesz o co chodzi”. może się mylę. ale odniosłam wrażenie, że to sprawa, o której im mniej wiem tym lepiej. nie pytałam, bo wiem, że nie dostałabym odpowiedzi. ale na niektóre pytania lepiej nie znać odpowiedzi. ale z drugiej strony boję się. boję się, że Marcinowi jego koledzy szukają jakiejś laski na boku. że ja jestem dla niego tylko zabawką. tak na chwilę. taką na trochę. ale jak pytam, to mówi, że traktuje mnie poważnie. też jest zaangażowany. uwielbia mnie. pada dużo pustych słów. słów, których z taką radością słucham i zapamiętuję. może to normalne w związku. takie wątpliwości. bo przecież związek powinien się opierać na zaufaniu. dopiero potem na miłości. a ja Marcinowi ufam. mogę to powiedzieć z czystym sumieniem. ufam mu! ale i tak mam wątpliwości… w tym momencie rozumiem Szymosława…