Standardowy

wróciłam… :(( niestety… ale te parę dni dało mi dużo. nie tylko odpoczynek. zrozumiałam coś. kiedy leżałam sobie w łóżku zasłuchana w szum wody w kaloryferach, dotarło do mnie coś bardzo ważnego. powiedziałam sobie wtedy po cichu: „to jest moje miejsce na ziemii”. i jedna łza popłynęła mi po policzku. i wtedy coś sobie postanowiłam. Natalie Portman w jednym wywiadzie powiedziała: „mówienie o rzeczach, których się jeszcze nie zrobiło, to marnowanie oddechu”. bardzo mądre słowa. nie będę marnować oddechu. nie ma potrzeby. ja wiem co postanowiłam. reszta świata dowie się w swoim czasie. jeśli będzie o czym. :/ nienawidzę mojego miasta. Pabianic. nie napiszę „moich”, bo one wcale nie są moje. są małe. brudne. nudne. złośliwi mówią: „cztery domy dwie ulice to są właśnie Pabianice!”. kiedyś się przeciw temu buntowałam. ale teraz podpisuję się pod tym obiema rękami. nawet nogami bym się podpisała. gdybym tylko umiała. ;) teraz pozostaje tylko przekonać rodziców. znaleźć dobre argumenty. takie, które ich przekonają. i zdobyć ich poparcie. bo to jest bardzo ważne. taka świadomość, że najbliżsi są z tobą.

Standardowy

jutro o tej porze będę pewnie w Gdańsku! na zasłużonym odpoczynku. i niestety krótkim. będzie trwał tylko do niedzieli. :( ale lepsze to niż nic. przez drogę będę musiała pouczyć się hipy. :/ bo u cioci i wuja, to raczej szanse marne. :D byłam kupić z ojcem kaftanik bezpieczeństwa dla córki Ewy. ;)) wybór był tak ogromny… zdecydowaliśmy się na kaftanik. i jeszcze śpiochy. niestety żółte. różowe były nieładne. a niebieskie to dla chłopca raczej. zadziwiające jakie to było małe. a później z takiego małego człowiek rośnie przeciętny obywatel… mam tylko cichą nadzieję, że nie będziemy musieli iść do Ewy. nie lubię małych dzieci. takich bobo od razu po urodzeniu. drą się całe dnie. srają w pieluchy. budzą się w nocy. same zmartwienia…! ale za takie zmartwienia inni by dużo dali. skądś to znam… :( doczekać się nie mogę wyjazdu. spotkania z ciotką i wujkiem. to jest straszne. ale minęłabym ich na ulicy i mogłabym nie poznać. chociaż ciocię jeszcze. pamiętam ją z wesela Darka. miała koka, który mi się cholernie podobał. a wujek… tu jest gorzej. widziałam na zdjęciach. ale na starych zdjęciach. ;) jeśli jest podobny do dziadka, nie było by problemu. ale mama coś mówiła, że on jest zupełnie inny. z wyglądu oczywiście. bo z charakteru każde jest takie samo. :D znając życie wpadną w zachwyt jak mnie zobaczą. bo ja podobno taka podobna jestem do W*********. :) nie będę się na nic nastawiać. bo jeszcze coś nie wyjdzie. i będzie płacz. co ma być to będzie… ;)
nastawiam się tylko na chwile odpoczynku! :)

Standardowy

ja jestem nienormalna. słucham radia. słyszę byle jaką piosenkę. i ryczę!! bo przypomina mi się studniówka. teraz słucham „tą samą chwilę”. i strumień łez leci mi po polikach. wszystko kojarzy mi się z jednym. patrzę w kalendarz. i co widzę? że niedługo nie będę już uczennicą I LO. ;( w tym momencie mam w gdzieś maturę. chcę żeby ferie się skończyły!! chcę jak najdłużej być w szkole. jak najdłużej rozmawiać w szatni. z Panią Basią. i Klatem. wdychać dym z palarni. wydobywający się na zewnątrz przy każdym uchyleniu drzwi. nawet tym najmniejszym. jak najdłużej siedzieć pod ścianą przy sklepiku. jak najdłużej… mogłabym tak wylicząć w nieskończoność… nawet tysiące sprawdzianów stają się nieważne. wszystko jest nieważne. skończę LO. i co dalej? zapomnę. bo to normalna kolej rzeczy. ale ja nie chcę zapominać!! chcę widzieć uśmiechy. profesorów z dziennikami pod pachą. idących do kolejnych pracowni. parter. PL. P1. P2. moja ulubiona. H. PO. pierwsze piętro. N. B. J1. Lab. G. P4. A. drugie piętro. F1. Ch. F2. M2. znienawidzone. M1. Inf. o każdej bym mogła powiedzieć coś miłego i niemiłego. o opiekunie każdej z nich podobnie. kto wie? może to jest dobry pomysł na uchwycenie wspomnień. zatrzymanie ich chociaż na parę nędznych chwil. potem będzie można do nich wracać. będą mogły wywołać uśmiech na twarzy. łzę spływającą po policzku. tęsknotę. wspomnienie pięknych lat w liceum… lat, które na zawsze odejdą w niepamięć… ;((
a może by tak nie zdać…

Standardowy

moje życie stało się ostatnio nudne. monotonne. i podporządkowane jednej rzeczy. to przykre. ale tak będzie do maja. w moim przypadku chyba do 20. :/ rodzice jadą w czwartek do Gdańska. dzisiaj powinno się wyjaśnić czy ja też pojadę. chciałabym bardzo… chociaż na chwilę wyrwać się z domu. zmienić otoczenie. pojechać do rodziny. usłyszeć od ciotki parę ciepłych słów. pograć w karty z wujem… ale nic nie wiadomo. Ewa urodziła córkę. albo Anka… nieważne. któraś z nich urodziła. i nie wiadomo czy wujek z ciotką będą w domu. ja wiedziałam, że tak będzie. za bardzo się cieszyłam. już sobie planowałam, że pójdę na Stare Miasto. pojedziemy do Sopotu. przejdziemy się molo. i będzie miło. to nie pierwszy raz tak jet. nie pierwszy raz obiecuję sobie, że nie będę niczego planować. i nie pierwszy raz nic z tego nie wychodzi. ;( Marcin pojechał w góry. do Siorki i Szwagra. wczoraj się przypadkiem dowiedziałam. nie będę już do niego więcej pisać SMSów! szkoda moich pieniędzy. czasu. wszystkiego. on potrafi napisać zdawkowe OK. albo nawet na to go nie stać. minęło tyle czasu. zaczynam dostrzegać w nim wady. a może to jest tylko jakiś kryzys. zawsze takie coś przychodzi. a potem zazwyczaj odchodzi. jedyny sposób to przeczekać. i tak zrobię. odczekam. i będę mocno wierzyć. że pojadę do Gdańska. pięknego miasta. otwartego dla ludzi…. :))

Standardowy

stało sobie autko. stało na Bugaju. to prawie na końcu świata. pokryte białym śniegiem. świeżym śniegiem. gdzieniegdzie prześwitywał kolor czerwony. można się było domyślić, że to macierzysty kolor tego auta. po kształcie można wywnioskować, że to peżocik. :) ale tylko oko fachowca to zauważy. ;) a na dachu jakiś niesforny palec wyrysował napis. był taki: „I „. ciekawe co oznacza…? ;) czy ta osoba go zobaczy. czy może nie. pewnie nie. chyba, że ten niesforny palec poprawi swoje dzieło. w odpowiednim czasie… :)
śnieg sypie… ulice są białe…