Standardowy

spotkanie wrogów na przykładzie…? nie. nie byłyśmy nigdy wrogami. przynajmniej ja tak to odbieram. to może przełomy w życiu codziennym na przykładzie…? chyba też nie. żadne określenie nie jest dobre. nie da się słowami opisać tego co się stało. nie tego co było widoczne dla innych. ale tego co się działo w środku. przynajmniej u mnie. bo coś się działo. i to nie ulega wątpliwości.
wychodziłam ze stołówki. razem z Niną. i Badzikiem. w szumie rozmowy usłyszałam stukot obcasów na schodach. podświadomie wiedziałam kto to będzie. i nie chciałam tego spotkania. nie miałam jeszcze na to siły. ale nie było odwrotu. były dwa wyjścia. udać, że się nie widzi. jest się tak zaabsorbowanym rozmową. albo powiedzieć „dzień dobry” jak zawsze. wybrałam drugą opcję. jak była na moje wysokości powiedziałam. chyba nawet się uśmiechnęłam. ta druga też odpowiedziała. jakby to było do niej! potem się odwróciłam. Badzik się śmiał. bo powiedział, że odwróciłam się żeby zobaczyć jakie ma nogi ta druga. „i zaraz usłyszymy komentarz.” ale nic nie było. ja usłyszałam wołanie. piękny głos za moimi plecami wołał: „Ewelinuś! zaczekaj chwileczkę…” bez odwracania się wiedziałam kto to. miałam sekundę na podjęcie decyzji. czy zostać. czy udać, że się nie słyszało. ze względu na szacunek do wołającej mnie osoby zostałam. rzuciłam w stronę Badziaków: „zaraz wrócę.” i poszłam. stanęłyśmy oko w oko. jak równa z równą. jak partnerki życiowe. nie jak uczennica i nauczycielka. nie wiedziałam co mam zrobić. to nie była normalna sytuacja. wtedy Strzałka mnie przytuliła. tak po prostu. bez żadnego słowa. mocno. prawie jak matka. pogłaskała po głowie. pocałowała w czoło. i nic nie powiedziała. na Jej policzku zaszkliła się łza. widziałam to. dyskretnie ją otarła. ja udałam, że niczego nie widziałam. powiedziała tylko: „nie wiem co mam powiedzieć. nie wiem czy to moja wina. czy twoja. może nasz wspólna…” nie dałam Jej dokończyć. nie chciałam już do tego wracać. w końcu tak bardzo nienawidzę historii. :) uśmiechnęłam się. i położyłam moją dłoń na Jej ramieniu. nie wiem jak się na to zdobyłam. na takie spoufalenie… Strzałka dodała tylko: „przyjdź dzisiaj. wieczorkiem. jak możesz to około 20:00. zrobimy jakiś tekst. i będzie po staremu…” ja się rozpłakałam. nie mogłam już tego wytrzymać. to za dużo jak na jeden dzień…
a do tego wszystkiego żyję marzeniami… :/

Standardowy

spotkanie wrogów na przykładzie…? nie. nie byłyśmy nigdy wrogami. przynajmniej ja tak to odbieram. to może przełomy w życiu codziennym na przykładzie…? chyba też nie. żadne określenie nie jest dobre. nie da się słowami opisać tego co się stało. nie tego co było widoczne dla innych. ale tego co się działo w środku. przynajmniej u mnie. bo coś się działo. i to nie ulega wątpliwości.
wychodziłam ze stołówki. razem z Niną. i Badzikiem. w szumie rozmowy usłyszałam stukot obcasów na schodach. podświadomie wiedziałam kto to będzie. i nie chciałam tego spotkania. nie miałam jeszcze na to siły. ale nie było odwrotu. były dwa wyjścia. udać, że się nie widzi. jest się tak zaabsorbowanym rozmową. albo powiedzieć „dzień dobry” jak zawsze. wybrałam drugą opcję. jak była na moje wysokości powiedziałam. chyba nawet się uśmiechnęłam. ta druga też odpowiedziała. jakby to było do niej! potem się odwróciłam. Badzik się śmiał. bo powiedział, że odwróciłam się żeby zobaczyć jakie ma nogi ta druga. „i zaraz usłyszymy komentarz.” ale nic nie było. ja usłyszałam wołanie. piękny głos za moimi plecami wołał: „Ewelinuś! zaczekaj chwileczkę…” bez odwracania się wiedziałam kto to. miałam sekundę na podjęcie decyzji. czy zostać. czy udać, że się nie słyszało. ze względu na szacunek do wołającej mnie osoby zostałam. rzuciłam w stronę Badziaków: „zaraz wrócę.” i poszłam. stanęłyśmy oko w oko. jak równa z równą. jak partnerki życiowe. nie jak uczennica i nauczycielka. nie wiedziałam co mam zrobić. to nie była normalna sytuacja. wtedy Strzałka mnie przytuliła. tak po prostu. bez żadnego słowa. mocno. prawie jak matka. pogłaskała po głowie. pocałowała w czoło. i nic nie powiedziała. na Jej policzku zaszkliła się łza. widziałam to. dyskretnie ją otarła. ja udałam, że niczego nie widziałam. powiedziała tylko: „nie wiem co mam powiedzieć. nie wiem czy to moja wina. czy twoja. może nasz wspólna…” nie dałam Jej dokończyć. nie chciałam już do tego wracać. w końcu tak bardzo nienawidzę historii. :) uśmiechnęłam się. i położyłam moją dłoń na Jej ramieniu. nie wiem jak się na to zdobyłam. na takie spoufalenie… Strzałka dodała tylko: „przyjdź dzisiaj. wieczorkiem. jak możesz to około 20:00. zrobimy jakiś tekst. i będzie po staremu…” ja się rozpłakałam. nie mogłam już tego wytrzymać. to za dużo jak na jeden dzień…
a do tego wszystkiego żyję marzeniami… :/

Standardowy

był moim najgorszym nałogiem… teraz odczuwam Jego brak… bezczelnie przepisałam opis z gg. nie wiem od czego mam zacząć. sprawę z polskim uważam za zamkniętą. staram się już o tym nie myśleć. tylko czasem odtwarzam w pamięci wystąpienie. bezwiednie. po prostu do mnie wraca. ale radzę sobie z tym. przynajmniej staram się… pani Basia powiedziała dziś: „po prostu miałaś pecha.” nie wiem czmu, ale mam przeczucie, że ona coś wie. coś więcej. i może ta wiedza pomogłaby mi jakoś. ale nie naciskałam. po co znów to rozgrzebywać?!
myślałam, że nie będzie mi brakować szkoły. ludzi. nauczycieli. ale jest odwrotnie. chodzę na obiady. ale wiem, że to jest coś innego. jestem tam jako gość. już nie jako uczeń. brakuje mi też ludzi z klasy. może nawet wszystkich. każdego na swój sposób. Tomka i jego głupich min. Przemasa i wspólnie wypalonych fajek. a jak fajki to i Zosia. a jak Zosia to i Barańskie. i tak mogę wymienić całą klasę. brakuje mi też Klata. myślałam, że jak się skończy szkoła, to odżyję. a jest inaczej. czuję jakby ktoś zabrał mi małą część mnie. brak mi naszych wspólnych wrzutów. kłótni. robienia sobie na złość. wszystkiego… ;( spotykaliśmy się przelotnie w czasie matur. ale to nie było to samo. on był spokojny. poważny. taki inny. może to tak miało być. widocznie nie byliśmy sobie pisani. widać „spotkamy się w innym życiu. kiedy oboje będziemy kotami”… ;((

Standardowy

był moim najgorszym nałogiem… teraz odczuwam Jego brak… bezczelnie przepisałam opis z gg. nie wiem od czego mam zacząć. sprawę z polskim uważam za zamkniętą. staram się już o tym nie myśleć. tylko czasem odtwarzam w pamięci wystąpienie. bezwiednie. po prostu do mnie wraca. ale radzę sobie z tym. przynajmniej staram się… pani Basia powiedziała dziś: „po prostu miałaś pecha.” nie wiem czmu, ale mam przeczucie, że ona coś wie. coś więcej. i może ta wiedza pomogłaby mi jakoś. ale nie naciskałam. po co znów to rozgrzebywać?!
myślałam, że nie będzie mi brakować szkoły. ludzi. nauczycieli. ale jest odwrotnie. chodzę na obiady. ale wiem, że to jest coś innego. jestem tam jako gość. już nie jako uczeń. brakuje mi też ludzi z klasy. może nawet wszystkich. każdego na swój sposób. Tomka i jego głupich min. Przemasa i wspólnie wypalonych fajek. a jak fajki to i Zosia. a jak Zosia to i Barańskie. i tak mogę wymienić całą klasę. brakuje mi też Klata. myślałam, że jak się skończy szkoła, to odżyję. a jest inaczej. czuję jakby ktoś zabrał mi małą część mnie. brak mi naszych wspólnych wrzutów. kłótni. robienia sobie na złość. wszystkiego… ;( spotykaliśmy się przelotnie w czasie matur. ale to nie było to samo. on był spokojny. poważny. taki inny. może to tak miało być. widocznie nie byliśmy sobie pisani. widać „spotkamy się w innym życiu. kiedy oboje będziemy kotami”… ;((

Standardowy

miało być z dnia na dzień lepiej. a nie jest. wszyscy wkoło chcą mnie na siłę pocieszyć. ja nie potrzebuję pocieszania! żadnej litości! sama sobie z tym poradzę. przejawy współczucia wzbudzają we mnie złość! i jeszcze to szukanie winnego. a tu nie ma takiej osoby. wybrałam sobie chyba trudny temat. to był mój świadomy wybór. napisałam go sama. bo tak należało. potem poprosiłam jedynie o sprawdzenie. i nic więcej. nie oczekiwałam cudów. a mama z tatą winią Strzałkę. bo Ona była przewodniczącą. to na pewno mogła dać mi coś więcej. a należy się zastanowić czy nie dała. od razu stawiają Ją w jak najgorszym świetle. nie wiem jak było. i nie chcę wiedzieć. to jest już przeszłość. Strzałka jest w tym momencie niewinna. ja nie mam do Niej żadnych pretensji. bo i o co mieć?! ale rodzice tego nie rozumieją. trudno… nauczyłam się tylko, że nie zawsze się wygrywa. po raz kolejny przekonałam się jak bardzo boli porażka. oraz, że jedna porażka nie jest powodem by rezygnować z marzeń! złożę papiery na filologię polską. i poczekam co będzie dalej…

jebane robole piętro niżej robią remont! od godziny 9:00 hałasują. bez przerwy!