Standardowy

porządki zakończone. dzisiaj tylko dopełnię dzieła. poodkurzam. następne takie sprzątanie na Boże Narodzenie. :) wstałam o 7:10. obudziłam się. nie wiem czemu. pewnie śniła mi się jakaś głupota. wstałam zeby wyłączyć budzik. chciałam pospać jeszcze przynajmniej do 9:00. polożyłam się z powrotem do łóżka. i nie mogłam zasnąć. sen odszedł bezpowrotnie. i wiedziałam, że są nikłe szanse na jego powrót. zrezygnowana wstałam. nie chciałam leżeć. bo jeszcze bym zaczęła myśleć o Klacie. i złapałabym niepotrzebnie doła. a chyba nieźle się trzymam. wczoraj o 1:00 w nocy zagadnęłam mamę o ognisko. najpierw spytałam kiedy tata wpuszcza robotników. mama wyczuła, że coś kombinuję. ;) powiedziałam, że chciałabym zrobić ognisko na naszej działce. chyba nie miała nic przeciwko. może po imienianach wznowię pertraktacje. byłaby to szanasa żeby coś naprawić. coś zmienić… ale nie chcę o tym za dużo myśleć. bo jeszcze nic z tego nie będzie. tak sobie myślałam, że może by zrobić u babaci na działce. ale chyba to nie jest dobry pomysł. babcia się nie zgodzi. poza tym tam można za dużo zniszczyć. ze skalników sypałyby się wióry. ;) o domu nie wspominając. a nawet jakbym powiedziała żeby tam nie wchodzili to nie przyniosłoby to żadnego skutku. to pewne. ;) z drugiej strony na naszej działce jest staw. i oczami wyboraźni widzę siebie w tym stawie. koło północy. wrzuconą przez Tomka z Klatem. ale lepsze to niż zdemolowany skalnik. ;) zawsze mogę się łudzić, że Tomek nie wpadnie na taki pomysł. ale w tym wypadku są nikłe szanse. za dobrze go znam. ;) ale po co wybiegać aż tak daleko w przyszłość. trzeba skupić się na dniu dzisiejszym! jak mówi moja babcia: „kto wei czy dożyjemy jutra…” jeszcze tylko wyślę opowiadanie do Cogito. nie wiem czy jeszcze można. nie kupuję tej gazety. ale przeczytałam je wczoraj. tak po prostu. z ciekawości. początkowo nie wierzyłam, że to ja napisałam. ale jednak… w paru momentach szczery uśmiech pojawił się na mojej twarzy. sama sobie dodałam otuchy! dlatego je wyślę. nic nie tracę. może ktoś się tym zainteresuje. może ktoś mnie zauważy. a Cogito to jedyne takie miejsce jakie na dzień dzisiejszy znam. pożyjemy zobaczymy… :)

Standardowy

porządki zakończone. dzisiaj tylko dopełnię dzieła. poodkurzam. następne takie sprzątanie na Boże Narodzenie. :) wstałam o 7:10. obudziłam się. nie wiem czemu. pewnie śniła mi się jakaś głupota. wstałam zeby wyłączyć budzik. chciałam pospać jeszcze przynajmniej do 9:00. polożyłam się z powrotem do łóżka. i nie mogłam zasnąć. sen odszedł bezpowrotnie. i wiedziałam, że są nikłe szanse na jego powrót. zrezygnowana wstałam. nie chciałam leżeć. bo jeszcze bym zaczęła myśleć o Klacie. i złapałabym niepotrzebnie doła. a chyba nieźle się trzymam. wczoraj o 1:00 w nocy zagadnęłam mamę o ognisko. najpierw spytałam kiedy tata wpuszcza robotników. mama wyczuła, że coś kombinuję. ;) powiedziałam, że chciałabym zrobić ognisko na naszej działce. chyba nie miała nic przeciwko. może po imienianach wznowię pertraktacje. byłaby to szanasa żeby coś naprawić. coś zmienić… ale nie chcę o tym za dużo myśleć. bo jeszcze nic z tego nie będzie. tak sobie myślałam, że może by zrobić u babaci na działce. ale chyba to nie jest dobry pomysł. babcia się nie zgodzi. poza tym tam można za dużo zniszczyć. ze skalników sypałyby się wióry. ;) o domu nie wspominając. a nawet jakbym powiedziała żeby tam nie wchodzili to nie przyniosłoby to żadnego skutku. to pewne. ;) z drugiej strony na naszej działce jest staw. i oczami wyboraźni widzę siebie w tym stawie. koło północy. wrzuconą przez Tomka z Klatem. ale lepsze to niż zdemolowany skalnik. ;) zawsze mogę się łudzić, że Tomek nie wpadnie na taki pomysł. ale w tym wypadku są nikłe szanse. za dobrze go znam. ;) ale po co wybiegać aż tak daleko w przyszłość. trzeba skupić się na dniu dzisiejszym! jak mówi moja babcia: „kto wei czy dożyjemy jutra…” jeszcze tylko wyślę opowiadanie do Cogito. nie wiem czy jeszcze można. nie kupuję tej gazety. ale przeczytałam je wczoraj. tak po prostu. z ciekawości. początkowo nie wierzyłam, że to ja napisałam. ale jednak… w paru momentach szczery uśmiech pojawił się na mojej twarzy. sama sobie dodałam otuchy! dlatego je wyślę. nic nie tracę. może ktoś się tym zainteresuje. może ktoś mnie zauważy. a Cogito to jedyne takie miejsce jakie na dzień dzisiejszy znam. pożyjemy zobaczymy… :)

Standardowy

zobojętniałam. na wszystko. wczoraj mama dała mi odpowiedzi z matury z biologii. przejrzałam je. ale nie przejęłam się zbytnio, że mam błędy. jakby to mnie już nie dotyczyło. powiedzmy sobie szczerze. miałam w dupie czy mam takie same odpowiedzi! nawet nie zrobiłam wysiłku żeby sobie przypomnieć co napisałam. nie wiem co się ze mną dzieje. nagle przestałam się przejmować moją przyszłością. a doskonale wiem, że bez studiów ciężko jest znaleźć jakąkolwiek pracę. przekonuję się o tym teraz. chcę sobie dorobić podczas wakacji. i większość ofert jest dla ludzi z wykształceniem wyższym. albo doświadczeniem na danym stanowisku. a jak jest coś dla ludzi z maturą to ja się do tego nie nadaję. nie chcę nawet pisać o moich próbach znalezienia pracy. przecież szukam dopiero od dwóch dni. to by było za wielkie szczęście żeby coś trafić. zazdroszczę Pawłowi, że ma pracę. kiedyś było to dla mnie śmieszne i niezrozumiałe. a teraz go za to podziwiam. i nie tylko… siedzę w domu. i nic nie robię. próbuję doprowadzić do porządku mój pokój. a im więcej sprzątam tym większy jest bałagan. nie potrafię wyrzucić czegokolwiek. mówię na ojca. a sama jestem do niego podobna. upycham wycinki z gazet w teczkach. jakbym miały mi się kiedyś przydać. a tak naprawdę nigdy ich nie przeglądam. ale jakbym je wyrzuciła źle bym się z tym czuła. to wszystko jest do niczego. nic nie trzyma się kupy. zaczynam się zastanawiać jaki jest sens mojego istnienia. bo chyba nie chodzi o to żeby całymi dniami siedzieć w domu? sprzątać w pokoju? oglądać telewizję? albo siedzieć w internecie? czasem wyjść z psem? w czwartek tata robi imieniny. przyjedzie rodzina. może to mi jakoś pomoże… a w sobotę ma imieniny dla znajomych. wtedy pójdę do babci. pojadę na działkę. i może tam odnajdę spokój. uwierzę, że jeszcze mogę być szczęśliwa. tak naprawdę chciałabym wrócić do stanu w jakim byłam między 7 a 17 maja. a jak nie to cofnąć czas. tylko o kilka dni. ale to pewnie by nic nie dało. bo chyba jest tragicznie. jeśli nawet lektura Grocholi mi nie pomaga. czytam o Judycie. i nie wierzę, że takie rzeczy się zdarzają. a z drugiej strony oglądam „zaklinacza koni”. i ryczę poł filmu. „sto we mnie rządz. sto pragnień. sto uwiędłych liści [...]”

Standardowy

zobojętniałam. na wszystko. wczoraj mama dała mi odpowiedzi z matury z biologii. przejrzałam je. ale nie przejęłam się zbytnio, że mam błędy. jakby to mnie już nie dotyczyło. powiedzmy sobie szczerze. miałam w dupie czy mam takie same odpowiedzi! nawet nie zrobiłam wysiłku żeby sobie przypomnieć co napisałam. nie wiem co się ze mną dzieje. nagle przestałam się przejmować moją przyszłością. a doskonale wiem, że bez studiów ciężko jest znaleźć jakąkolwiek pracę. przekonuję się o tym teraz. chcę sobie dorobić podczas wakacji. i większość ofert jest dla ludzi z wykształceniem wyższym. albo doświadczeniem na danym stanowisku. a jak jest coś dla ludzi z maturą to ja się do tego nie nadaję. nie chcę nawet pisać o moich próbach znalezienia pracy. przecież szukam dopiero od dwóch dni. to by było za wielkie szczęście żeby coś trafić. zazdroszczę Pawłowi, że ma pracę. kiedyś było to dla mnie śmieszne i niezrozumiałe. a teraz go za to podziwiam. i nie tylko… siedzę w domu. i nic nie robię. próbuję doprowadzić do porządku mój pokój. a im więcej sprzątam tym większy jest bałagan. nie potrafię wyrzucić czegokolwiek. mówię na ojca. a sama jestem do niego podobna. upycham wycinki z gazet w teczkach. jakbym miały mi się kiedyś przydać. a tak naprawdę nigdy ich nie przeglądam. ale jakbym je wyrzuciła źle bym się z tym czuła. to wszystko jest do niczego. nic nie trzyma się kupy. zaczynam się zastanawiać jaki jest sens mojego istnienia. bo chyba nie chodzi o to żeby całymi dniami siedzieć w domu? sprzątać w pokoju? oglądać telewizję? albo siedzieć w internecie? czasem wyjść z psem? w czwartek tata robi imieniny. przyjedzie rodzina. może to mi jakoś pomoże… a w sobotę ma imieniny dla znajomych. wtedy pójdę do babci. pojadę na działkę. i może tam odnajdę spokój. uwierzę, że jeszcze mogę być szczęśliwa. tak naprawdę chciałabym wrócić do stanu w jakim byłam między 7 a 17 maja. a jak nie to cofnąć czas. tylko o kilka dni. ale to pewnie by nic nie dało. bo chyba jest tragicznie. jeśli nawet lektura Grocholi mi nie pomaga. czytam o Judycie. i nie wierzę, że takie rzeczy się zdarzają. a z drugiej strony oglądam „zaklinacza koni”. i ryczę poł filmu. „sto we mnie rządz. sto pragnień. sto uwiędłych liści [...]”

Standardowy

Radio Gdańsk przeczytało moje pozdrowienia! napisałam SMSa: „pozdrowienia dla Pawła, którego zawsze będę więcej niż lubić. chyba nawet kochać. bez względu na to czy będziemy razem czy nie. pewnie nawet nie ma pojęcia, że ktoś go pozdrawia… w końcu w Pabianicach mało kto słucha Radia Gdańsk… ;)” prowadzący przeczytał tą wiadomość. i powiedział „Ewcia nie martw się. skoro Radio Gdańsk przeczytało twoje pozdrowienia to musi być dobrze!” słuchałam tego z niedowierzaniem. w ogóle nie spodziewałam się, że mogą to przeczytać! ale jednak… :) puścili „Stację Warszawa”. popłakałam sobie. ale jakoś trochę mi ulżyło. a potem SMS od Anki: „Klat też chyba nie był do końca zadowolony.” nie wiem skąd ona to wie. rzekomo się spotkali wczoraj. ale czy to ważne? nadzieja pojawiła się na horyzoncie. co prawda bardzo bardzo daleko. ale jednak…
co do samego ogniska. było niesamowite. nie mogę znaleźć słów zeby je opisać. używająć kolokwializmu/wulgaryzmu było superek/zajebiście. niesamowite uczucie spotkać się miesiąc po zakończeniu roku. i nadal być 3d. :) każdy się do każdego uśmiechał. każdy z każdym rozmawiał. jakby nic się nie stało. jakby nadal był rok szkolny. :) oczywiście upiłam się razem z Barańskimi. ;) później poprawiłam z Topolem. ale chyba stałam się bardziej wytrzymała. wlałam w siebie litry alkoholu. a film się nie urwał. :) nie zapomnę jak podeszłam do Barańskich i mówię: „ej wieta co. muszę siku.” Hemra ucieszona mówi: „super. bo nam też się chce.” ja idę elegancko do wychodka. a tu Madzia się drze: „gdzie tam idziesz?! za dom!” i sikanie było za domem. :) Hemra miała stresa, bo nie mogła się skupić. :) coś pięknego. :)
poza typowo pijackimi wygłupami były też chwile poważne. i refleksyjne. jak rozmowa z Samanthą. nie wiem jak to się stało. ale wylądowałyśmy razem na fajce. :) Semi nie jest z naszej klasy. to dziewczyna Krisa. ale odkąd ją poznałam nic do niej nie miałam. po prostu sprawiła dobre pierwsze wrażenie. a dokonać czegoś takiego u mnie to duża sztuka! siedziałyśmy na murku chyba z godzinę. siedzenie to dużo powiedziane. :) tyłki nam się nie mieściły. więc kucałyśmy. albo siedziałyśmy na trawie. i gadałyśmy o wszystkim i o niczym. o mojej klasie. o nauczycielach. o chłopakach. o Papieżu. o kościele. o imprezach. o wakacjach. o zawodach miłosnych… jakbyśmy się znały latami. to było niesamowite. żałuję, że Semi mieszka w Łasku. jestem pewna, że byłyby z nas świetne przyjaciółki. ona ma prawie identyczny charakter jak ja. bardzo dużo nas łączy. praktycznie nic nie dzieli. już się umówiłyśmy, że na następnym ognisku powtarzamy sesję. ale na szerszym murku. ;)
ognisko było niesamowite. mogłam spotkać się z klasą. znów byliśmy razem. ale tacy inni. tacy dorośli.a przy tym tacy dziecinni. tacy jak zawsze. jak przez te trzy lata. w ten wieczór uwierzyłam, że my naprawdę byliśmy zgrani. i nadal jesteśmy. i wiem, że po latach na pewno się spotkamy. znów się razem upijemy. i będziemy się razem wygłupiać. jak za starych dobrych czasów… :)
niesamowita była rozmowa z Semi. tak bardzo w tak krótkim czasie się jeszcze z nikim nie zżyłam. żałuję tylko, że nie dane nam było dłużej się znać. a może to i dobrze? a może tak miało być. może to był znak, że dobrze postępuję? że nie powinnam się zmieniać? tylko być taką jaka jestem. wredną i podłą na zewnątrz. a wrażliwą i serdeczną wewnątrz. ale są pozytywne strony krótkiej znajomości z Semi. jeszcze byśmy razem rozniosły moje kochane LO. ;) póki co po cichu liczę na następne ognisko. i odkładam pieniądze na Irysy. :) wypaliłam z Semi całą paczkę. więc teraz wypadało by żebym ja kupiła… :)