Standardowy

cały dom postawiony na nogi. wszyscy w gotowości bojowej. telefon non stop dzwoni. a główny koordynator tego całego zamieszania w szpitalu. ale mimo to każdy zna swoje obowiązki. każdy wiec co ma zrobić. teraz trzeba tylko wykonać zadanie. nadzieja zawsze umiera ostatnia… coś w tym jest. najgorsze jest to, że za każdym razem rosną mi skrzydła. a potem brutalnie spadam na ziemię. każda taka szansa jest do wykorzystania. tylko nie wiem czy ja jej nie umiem wykorzystać. czy to warunki do jej wykorzystania są niesprzyjające… nie wiem. może tym razem coś z tego wyjdzie. ale naprawdę nie mam siły wierzyć…

Standardowy

jest taka jedna osoba, której nienawidzi każdy. nawet ten kto u niej zdał egzamin. jest to osoba wybitnie niemiła w obyciu. chamska. upierdliwa. z wadą wymowy. a dodatkowo prowadzi najbardziej nieprzydatny w życiu kurs. którego wadą jest to, że prędzej czy później trzeba go zaliczyć. ta osoba ma psa Lagranżjanka. który pazurem rozwiązuje problem Kepplera. a jak rozwiąże go źle to nie dostanie miski Chappi. a ta osoba mieszka za siedmioma lagranżjanami. za siedmioma hamiltonami. i za rzeką jacobianką. ten człowiek to Edward Malec. i radzę omijać go więcej niż szerokim łukiem… i to wcale nie jest żart!

Standardowy

perełki ze wspólnej nauki biochemii. :)

*nie mogą sobie napisać 10^11 tylko sobie jebną pół linijki zer jakby to na mnie jakieś wrażenie robiło.
*wiązanie peptydowe jest płaskie w przeciwieństwie do brzucha Kozika. tłusta świnia pierdolona. przez co wiązanie peptydowe ma więcej wspólnego z wróblem. a egzamin powinien oceniać Malec”

Standardowy

pogoda za oknem świetna do osiągania stanów wysoce depresyjnych. a i sytuacja na uczelni nie jest lepsza. generalnie sztuką wielką jest nie popaść w depresję. nie dostać na głowę. nie załamać się. weźmy sobie dzień dzisiejszy. egzamin z ewolucjonizmu. dwa dni nauki. czytania wykładów cały czas. powoli dochodziło do tego, że wiedziałam co będzie na następnym slajdzie. więc w czym problem? ano. wykłady o wszystkim. i o niczym. nie wiadomo czego się uczyć. bo z jednej strony to wszystko jest znane z biologii. albo ekologii. a z drugiej strony to jest Benio. człowiek, który ma nasrane do głowy równo. i który myśli, że jak jest w Wikipedii to rządzi. więc egzamin był pokurwiony. tak. to słowo świetnie oddaje sens egzaminu. na poparcie mojej tezy dam dwa pytania. takie z cyklu rodzynki. z czym najbardziej jest spokrewniony człowiek? ośmiornicą. dżdżownicą. krabem. jeżowcem. i proszę państwa jesteśmy najbardziej spokrewnieni z jeżowcem! tak właśnie. zastanawiam się teraz czy moja prababcia była na pewno człowiekiem. czy czasem nie jakimś podrasowanym jeżowcem. bo przecież ewolucji nie można oszukać. i drugie pytanie. z czym jest najbardziej spokrewniony krokodyl? dla ułatwienia dam tylko dwie odpowiedzi. waranem. wróblem. jak ktoś myśli, że z waranem to jest w błędzie. bo przecież z wróblem! patrzy się na takie ptaszydło i widzi się krokodyla…
oderwałam się na chwilę od pisania. Pat spytała mnie jak się pisze lambdę. poszłam do kuchni po sok. i przypomniała mi się historia z liceum. jak to Pawłowski stał pod tablicą i zastanawiał się jak się pisze duże F. :) Pat ma jutro egzamin. ja uczę się biochemii. a Grzesiek czyta swoje prawnicze bzdury. i jedna historia potrafi przerwa atmosferę nauki w naszym mieszkaniu na co najmniej kwadrans. zaczęło się od tego, że zaczęłam myśleć z Pat jak się pisze duże F. ale tak jak to uczą dzieci w podstawówce. nie mogąc nic wymyślić zawołałyśmy Grześka. i zapisaliśmy stronę notatek Pat alfabetem dziecięcym. sprawiło nam to ogromną radość. i niezwykłą frajdę. i doszliśmy do wniosku, że po co uczą takie biedne dzieci tak pisać. skoro i tak w wieku dojrzałym każdy pisze po swojemu. tylko te nauczycielki w szkołach piszą jak dzieci autystyczne. ale ewolucja jest jednak nieprzewidywalna. :)