Standardowy

przełamałam się. pokonałam swój strach. wewnętrzne opory. i jeszcze wiele innych czynników. które nie pozwalały mi spróbować. które paraliżowały mnie. które przeszkadzały mi usiąść za kierownicą. i po prostu spróbować…
dzisiaj to pokonałam. pojechaliśmy do Narni. usiadłam za kierownicą. zapięłam pasy. ustawiłam sobie siedzenie. przekręciłam kluczyk w stacyjce. i… ruszyłam! strach gdzieś uciekł. wszelkie obawy zniknęły. poczułam się odrobinę pewniej. udowodniłam sobie, że potrafię. że nie można się podawać od samego początku. że trzeba pokonać strach. i inne swoje fobie…
jechałam pasem startowym. zawracałam. i znów jechałam. i tak przez godzinę. czas płynął szybko. a ja z każdą minutą czułam się bardziej zrelaksowana. i spokojna. wiem, że to dopiero początek. bo czeka mnie jeszcze długa droga. i to nie tylko do zdania tego egzaminu. ale do nabrania pewności w jeździe. ale cieszę się. cieszę się, że zrobiłam ten pierwszy krok. że się odważyłam. że mi się to spodobało. wiem, że chcę to robić. wiem, że będę musiała ciężko pracować. ale chcę tego…
czuję jakbym narodziła się dziś na nowo. tak jak kiedyś. że mogę wszystko. że nic nie jest dla mnie problemem. że mogę sobie stawiać poprzeczkę wyżej. a nie jak najniżej. może jestem taka jak na początku. „że mogę wszystko. że mam tysiąc pomysłów na minutę.” że jestem taka jak byłam kiedy mnie poznałeś… chciałabym być taka…

Standardowy

jest mi tak jakoś nijako… ani dobrze. ani źle. obojętnie. jechałam do domu głodna. po przybyciu zjadłam kiwi. i nie jestem najedzona. ale nie chce mi się ruszać żeby coś zrobić. zastanawiam się czy to ćwiczenia a modelowania mnie tak nie wymęczyły. jakby na to nie patrzeć to trzy godzin siedzenia przed monitorem komputera. który de facto nie należy do najnowszych. i swoje lata świetności ma dawno za sobą.
postanowiłam.
-że muszę schudnąć.
bo zbliżają się wakacje. a pokazanie się w bikini publicznie może grozić paniką ogólną.
-czekam do poniedziałku na odpowiedź z Wieniawskiego.
jak nie będzie nic dzwonię. i będę robić wszystko co w mojej mocy żebym mogła się tam wprowadzić od końca czerwca.

Standardowy

byłam dzisiaj na zakupach. normalnie wydałabym majątek. nawet nie umiem sobie wyobrazić ile by to wszystko kosztowało. inna sprawa, że nigdy w życiu nie weszłabym do sklepu z takimi ubraniami. ale dzisiaj… na poprawę humoru. świetne lekarstwo. wydawane jedynie bez recepty. i z brakiem zaleceń od lekarza. wyszło jakieś sześć spódnic. cztery żakiety. i jedna sukienka. a ja wyszłam ze sklepu zadowolona. kameralnie. ciepło. przytulnie. miła obsługa. i duża przymierzalnia…
Margolcia-dziękuję…:) :*

Standardowy

i nadszedł ten czas. kiedy słońce jest oraz wyżej na niebie. kiedy słupek rtęci na termometrze unosi się coraz wyżej. kiedy pod blokiem słychać wrzaski zadowolonych z życia dzieci w różnym wieku. w takich chwilach brakuje mi domu z ogródkiem. lub choćby balkonu. żeby był otwarty. a ja żebym mogła sobie na nim czasem usiąść z książką w ręku. bo o ile lepiej uczy się na świeżym powietrzu. niż w domu. jedno spojrzenie w głąb pokoju sprawia, że mam go serdecznie dość. a jedna myśl o nauce sprawia, że oddałabym wszystko byle się nie uczyć. ale niestety trzeba. bo sesja się zbliża. na razie małymi kroczkami. i nie zauważę nawet kiedy te małe kroczki zmienią się w milowe kroki…
szukanie mieszkania spędza mi prawie sen z powiek. bo jest dopiero kwiecień. a ja muszę mieć w czerwcu najpóźniej nowe mieszkanie. i problem leży gdzieś pomiędzy tym wszystkim. bo z jednej strony mogę szukać teraz. ale nie mam gwarancji, że ktoś się zgodzi żebym się wprowadziła po sesji. a w czerwcu boję się, że albo nic na szybko nie znajdę. albo znajdę coś o podobnym standardzie do tego co mam teraz. a jedyne czego chę to osobny pokój. i mieszkanie na Olszy. resztę można jakoś dostosować do własnych wymagań. :)

Standardowy

jestem w domu parę godzin. nawet jeszcze nie minęła doba od mojego przyjazdu. a już chcę się pakować. i jechać stąd. jak najdalej. i nie odwrócić się za siebie. nie spojrzeć wstecz. tylko patrzeć w przód. innymi słowy nie po drodze mi są te święta. bo wiem, ze nie będą miały nic z rodzinnej atmosfery. nie będą spokojne. będą do niczego. przepełnione tęsknotą. za kochaną osobą. za prawdziwym domem. za ciepłem rodzinnym…
oby Wasze święta były inne…