Standardowy

czuję jakby życie mi przelatywało przez palce. a ja nie mogła nic z tym zrobić. coraz częściej odnoszę wrażenie, że za dużo sobie wzięłam na głowę. za wysoko postawiłam poprzeczkę. jakbym chciała nie wiadomo co pokazać i nie wiadomo komu. a i tak nie jest tak jakbym chciała. rodzice nie wiedzą o mojej aktualnej sytuacji na studiach. nawet ja sama nic o tym nie wiem. mimo, że jest koniec października. inne bliskie mi osoby patrzą na mnie jak na totalną idiotkę. bo to jest przecież dyshonor poprawiać jakiś przedmiot. nie być w stanie go zdać w sesji. a jednak tak mam. nie jestem z tego dumna. ale nie będę też płakać wielkimi jak groch łzami. chyba to jest czas żeby podjąć jakaś decyzję. bo już powiedziałam sobie, że mnie to przerasta. i trzeba z czegoś zrezygnować. obawiam się, że mimo wszystko będzie to chemia. pierwszy rok. nie zaszłam jeszcze za daleko. nie będzie aż tak szkoda. nie mam chyba nawet odebranej legitymacji. po co robić dwa kierunki jak nawet z jednym sobie nie radzę. nie ma co walczyć z wiatrakami jak i tak nie osiągnę nie wiadomo czego. w najlepszym wypadku nie wrócę do Łodzi…

Standardowy

co to się narobiło w tym dzisiejszym świecie. postępu już nie można praktycznie dogonić. patrząc choćby na telefony komórkowe. ostatnio spotkałam się z Nokią, która była małym laptopem. miała w sobie wszystko o czym tylko można pomyśleć. oprócz niskiej ceny ma sie rozumieć. i małych rozmiarów. do kieszeni ciężko by ja było zmieścić. a nawet jakby weszła wygląd komiczny gwarantowany. kiedyś to były czasy. wszyscy mieli Nokię 3310. i nic więcej im do szczęścia nie było potrzeba. pamiętam swój pierwszy telefon komórkowy. pękałam z dumy. mimo, że był dość duży. nie można było ściągać dzwonków. i miał ograniczoną pamięć na smsy. ale był mój. :) a pierwszy telefon z kolorowym wyświetlaczem? to była radość. nie dość, że pełna tęcza kolorów. to jeszcze można było ściągać dzwonki i tapety. to był dopiero szał. a do tego telefon mały. i wytrzymały. a teraz? czasem stojąc w autobusie odnoszę wrażenie, że jestem sto lat za murzynami. widzę nieraz telefony, których nazwy nie znam. i nie jestem w stanie sobie wyobrazić choćby połowy ich funkcji. zastanawiam się co będzie za parę lat. jak moje dziecko będzie w wieku pierwszego telefonu komórkowego. co przyjdzie mi kupić. i z czym będę musiała się zmierzyć… a czasem jednak z nostalgią wspominam czasy, kiedy to telefon był do dzwonienia. i piania smsów jedynie…

Standardowy

siadam do pisania. otwieram edytor. i nic.. mogę tak siedzieć minutę. dwie. dziesięć. godzinę. i nadal nic. zaczyna mnie to irytować. a przez głowę przechodzą myśli o skasowaniu go. tak jakbym już o wszystkim napisała. jakby ktoś wziął nóż i uciął w pewnym momencie ciekawe tematy. zabrał mi to coś co pomagało pisać… może też nie bez wpływu jest magiczny czynnik zmęczenie? wracam do domu codziennie późnym popołudniem. nie mam siły na nic. cała energia z rana anihiluje się w tajemniczych okolicznościach. jakbym zostawiała kawałek jej na każdych zajęciach… inna sprawa, że chodzimy na każdy wykład! jak nigdy. nie jesteśmy tylko jak nie możemy. pewnie jakbyśmy sobie odpuścili chodzenie niczym kompania karna to by było więcej czasu. i mniej zmęczenia. ale w tym roku ma być inaczej. jak inaczej będzie to jeszcze nie wiem. ale ślepo wierzę, że w końcu się uda. tak samo jak uda się wyjechać na wakacje do Kanady…

Standardowy

pokłóciłyśmy się. dzisiaj rano. bez żadnych zahamowań. każda mówiła co myślała. i co chciała. jej ulżyło. a mi? chyba po trosze też. po miałam dość tłamszenia w sobie wszystkiego. uważania na każdy ruch. każde słowo. każdy gest. oglądania się za siebie czy wszystko jest tak jak być powinno… chyba inaczej wyobrażałam sobie to wspólne mieszkanie. i ona w gruncie rzeczy też. już teraz wiem, że to się skończy po roku. ja może tu zostanę. a ona się wyprowadzi. boimy się przyznać, że nie jest tak jak sobie wymarzyłyśmy. ale nigdy tak nie będzie. nie ma się co oszukiwać. życie nie jest bajką. tylko cholerną wojną. i od nas zależy jak ona się skończy danego dnia. z jednej strony nie interesuje mnie, że jest jak jest. ale z drugiej męczy mnie to. może ta kłótnia była potrzebna. ale nie tak chcę iść przez życie. szczególnie po zdarzeniach z ostatniego weekendu… :( dom powinien być oazą spokoju. nawet jeśli nie jest to rodzinny dom. tylko tymczasowe mieszkanie. a mój dom w ostatnich dniach nie jest… i uciekam od niego tak często jak tylko mogę… :(