Standardowy

W końcu coś się ruszyło. Półmetek ćwiczń z biochemii fizycznej i niespodzianka w postaci ciekawych zajęć! Temat sympatyczny. Duż oroboty. Każdy mógł się czymś zająć. Prowadzący sympatyczny. Był czas na żart. Na rozmowy o niczym. Na poważne tematy. Przypomniało mi się jak na początku marca mieliśmy ćwiczenia organizacyjne. Dużo obiecywałam sobie po tych laboratoriach. I w końcu moje nadzieje nie zostały zawiedzione. W końcu było tak jak być powinno. :)
Nie wiem czemu, ale przypomniała mi się praktyka u Maćka. Wstawanie rano. Jazda w korku do Chełmu. I zasuwanie w laboratorium przez parę godzin. Ale jakie to było przyjemne. Robić coś dla siebie. W poczuciu, że robi się coś ważnego. Że dla kogoś ta praca ma znaczenie. Że nie jest się traktowanym na zasadzie "byle odwalić". Dzisiaj było tak samo. Poczułam jakbym robiła to dla siebie. Może dlatego usiadłam do sprawozdań? W efekcie czego mam napisane jedno prawie całe… :) Postanowiłam też, że zrobię wszystko żeby i w te wakacje odbyć jakąś praktykę. Parę pomysłów mam. Ale jeszcze na nie za wcześnie…

Standardowy

Czuję się wypalona. Zarówno od środka jak i na zewnątrz. Zastanawiam się po co ja studiuję? Po co wzięłam chemię? Czy ja nie wmawiam sobie, że tak bardzo ją lubię? Żeby tylko pokazać wszystkim dookoła ile to nie mam szczęścia? W ogóle nie chodzę na wykłady. I na jednym i na drugim kierunku. Zaczynam opuszczać ćwiczenia. Najchętniej siedziałabym całymi dniami w domu. I nie robiła nic. Nie mam odskoczni od tej codzienności. Czuję się jakbym się zaprzedała. Tylko nie wiem po co. Jakbym usilnie potrzebowała akceptacji otoczenia. Otoczenia, które mnie odrzuciło jakiś czas temu. Bo chciałam być inna. Bo chciałam żyć po swojemu. A teraz nawet nie wróciłam do punktu wyjścia. Nie wiem gdzie jestem. Nie wiem na czym stoję. I nie wiem o co walczę. Zauważyłam, że nadal rozglądam się na boki.  Szukam kogoś, kto zrobi to samo co ja. Żebym nie była osamotniona w moich działaniach. Muszę wszystko robić razem z kimś. Nie mogę zadziałać sama. Wedle swojego uznania.
A do tego przestałam pisać. Kiedyś pisałam codziennie. Lub jak tylko miałam internet w zasięgu ręki. Teraz nie piszę tygodniami. Bo mi się nie chce. Nie czytam tyle książek co kiedyś. Bo zamiast tego siedzę przed ekranem i oglądam seriale. Będąc na Święta w domu na nowo odkryłam co to książka. I jaką ona potrafi sprawić radość. Jaki to skarb umieć czytać. Móc czytać. A jaki to grzech nie wykorzystywać tego… Chcę to zmienić. I zmienię to. I nie od jutra. Tylko od dzisiaj. Przed snem pomyślę jak mogę zmienić swoje życie. I zrobię to. Bo chcę żyć żeby studiować. A nie studiować by żyć. Studia odbierają mi radosć życia…

Standardowy

Brakuje mi:
- Jego siedzącego z gazetą w ręku i pilotem w zasięgu ręki
- wiadomości w tle słyszanych już od progu
- "cześć. dobranoc" mówionego, kiedy wychodziłam
- czytania żenującyh dwocipów z gazetki reklamowej Kauflandu przy obiedzie
- brakuje mi tego dobrego głosu

Od paru dni jest mi tak smutno w środku. Wiem, że to przez święta. Że to nie tak miało być. Myślałam, że się z tym pogodziłam. Ale z tym się nie da pogodzić. Bo to otacza mnie na każdym kroku. Pracujemy razem żeby iść do przodu. Teraz to dopiero rozumiem. Wiem jaka to ciężka praca. I jak bardzo ją trzeba docenić…
Wiem też, że jeśli mi tak bardzo brakuje pozornie obcej osoby, to nie można opisać słowami jak takiej osoby brakuje najbliższej rodzinie…

Standardowy

Dostałam dzisiaj wymarzony sweterek! Cieszyłam się jak dziecko z pierwszej zabawki. Niesamowite. Bez żadnej okazji czy wyraźnego powodu Margola stwierdziła, że nam coś kupi. Ja oczywiście zapomniałam, że chorowałam na ten sweterek. Ale to chyba wynika z tego, że jestem gościem w Krakowskiej. Raz, że nie mam czasu. Dwa, że na nadmiar pieniędzy też nie narzekam. A najbardziej boleję, że nie mogę sobie kupić baletek. A upatrzyłam jej chyba z dwa miesiące temu. I czekam cierpliwie na przypływ pieniedzy. ;)
Co więcej zaczynam coraz częściej siegać po książki kucharskie. Dzisiaj w Realu chyba z pięć mnie zaciekawiło. I tylko stanowczy sprzeciw Tomka powstrzymał mnie przed ich zakupem. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ale czasem mam takie napady, że mam ochotę coś nowego ugotować. Zazwyczaj robię to u tomka. A to dlatego, że moja kuchnia nie nadaje się do gotowania. Robienie czegokolwiek na naszej kuchence to wyzwanie. I od razu mi się odechciewa gotować. ;)

Standardowy

Nauczyłam się cieszyć szczęściem innych. Nauczyłam się dzielić radość z innymi. Cudowne uczucie. Takie piękne. I dojrzałe do tego… Lubię patrzeć na uśmiech. Lubię widzieć iskierki w oczach. Nie wiem czy to zakochanie. Czasem popuszczam wodze fantazji i godzę się na to. Mówię wtedy, że może tak być. I fantazjuję. Wiem, że tak może być. Bo to nie jest nic strasznego. To nie jest zakazane. To nie jest wbrew komuś. To nie wyrządza krzywdy nikomu. Bo to jest znak. Bo tak ma być. To jest cud. Inaczej tego nie umiem nazwać. Każdy uśmiech miał być darem. A taka ilość, to prawdziwa łaska. Chyba muszę zaopatrzyć się w złoto do ozłacania…