412

Standardowy

Nadchodzi czas zmian. Takich dużych i małych. Ta pierwsza zaszła dzisiaj na Prądnickiej. Jestem z siebie dumna, wręcz pękam z dumy i nie mogę się doczekać aż będzie „po”. Do dużych zmian mogę z całą odpowiedzialnością zaliczyć kupno pierwszego w moim życiu płaszcza. Bo w końcu jestem dużą dziewczynką, a duże dziewczynki powinny być poważne. Co do małych zmian, to porządkuję muzykę na dysku; zdjęcia, których jest masa i jeszcze więcej oraz filmy i seriale. Nie zamawiam kolczyków z Fabryki Kolczyka, mimo że mnie skręca i codziennie oglądam czy Audrey jest na przecenie i zastanawiam się czy dostanę gratis. Pomaluję paznokcie, zrobię drinka z palemką i będę puszczać bańki mydlane.

Jutro kolejne spotkanie z Przyjaciółką. Znów będzie mnie bolał brzuch z przejedzenia i ze śmiechu. W tych dwóch dziedzinach nie znamy słowa umiar i dobrze nam z tym. Wpadnie też i Kuba. Bardzo się cieszę na to spotkanie, nie widzieliśmy się dobre dwa miesiące i pewnie nie będziemy się mogli nagadać. A trzeba obgadać całą uczelnię, sprawy sercowe Kuby, moje małe szczęścia, Chłopaka o niezidentyfikowanej orientacji seksualnej etc. Postaram się nie zapomnieć tym razem o zdjęciach, bo warunki są na tyle sprzyjające, że mam aparat na wyciągniecie ręki. Wystarczy tylko ruszyć głową, pomyśleć przez chwilę i będzie co oglądać i przy czym się śmiać.

Uczelnie jest gdzieś pomiędzy. Ważne, że jest…

411

Standardowy

Nie potrafiłam znaleźć w sobie siły, bu usiąść przy laptopie i napisać cokolwiek. Już tego żałuję, bo nie ma nic wspanialszego niż powrót do przeszłości za pomocą wspomnień. I nieważne czy to złych czy dobrych. Teraz żeby to wszystko nadrobić, co jest oczywiście niemożliwe, powinnam się cofnąć pamięcią wstecz aż do Wszystkich Świętych. Może lepiej zatrzymać się na tu i teraz…?

Mielec po raz kolejny zachwycił. Mówił pięknie, poruszył dosłownie każdego obecnego dzisiaj w kaplicy. I miał sporo racji w tym wszystkim. Że ta społeczność tworzona przez wiernych jest trochę dziwaczna. Co więcej zauważyłam, że ja coraz bardziej do niej zaczynam przynależeć. Nie wyobrażam sobie innej niedzieli niż na Rakowicach. Tam odnajduję spokój, wyciszam się, czasem udaje mi się rozwiązać jakiś ważny problem, nabrać dystansu do otoczenia… Mnie zachwycił tym bardziej, że zmagał się z grypą jelitową, a mimo to był…

Mimo wszystko nadal chcę wierzyć, że się odmieni. I to nie za rok tylko teraz, zaraz, już, w tym roku jeszcze! Chcę i będę w to wierzyć. Bo może w końcu Opatrzność przestanie testować wytrzymałość ciągle tych samych osób…?

410

Standardowy

Zakwasy pojawiły się znikąd, niczym królik z kapelusza. Najbardziej dokuczliwe są na pupie. Wynik pchania wózka na Rakowice. A wydawać by się mogło, że to takie lekkie, łatwe i przyjemne. Otóż nie dla pchającego, jedynie dla siedzącego. Najgorsze są krawężniki. Kompletny brak przystosowania dla inwalidów. Pół biedy jak się idzie z kimś, ale co zrobić jak się jest samemu? Ja sobie nie wyobrażam tego zupełnie. Choć dzisiaj widzieliśmy na Wileńskiej,
po drugiej stronie ulicy, pana na wózku wyprowadzającego psa na spacer. Może on jest zahartowany i nie zauważa tych niedogodności? Swoją drogą jest to też ciekawe doświadczenia i można sporo nowych rzeczy zauważyć. Na przykład ciekawość ludzką, wykręcającą karki do wydawałoby się granic niemożliwości. Pretensje i znieczulica, to chleb powszedni. Ale dopiero jak bezpośrednio dotyka nas widać, jak bardzo może być bolesna. I bardzo dobrze, że to tylko krótkotrwałe.

W mieszkaniu stosuję do wszystkiego jedno krótkie słowo brzmiące „olewka”. Nie sprzątam po sobie, nie wstawiam naczyń do zmywarki, nie wynoszę śmieci. Tomek cały tydzień siedzi w domu i nie robi absolutnie nic, poza graniem oczywiście. Gośka jest chora i leży z temperaturą skaczącą między 37 a 39, więc jest usprawiedliwiona. A ja mam dość bawienia się w sprzątaczkę. Wracam i zajmuję się swoimi obowiązkami. Nawet przestałam rozmawiać z Tomkiem żeby się nie denerwować niepotrzebnie. Zauważyłam, że dzięki temu jestem spokojniejsza, przestałam się niepotrzebnie denerwować. I o to dokładnie mi chodziło…