442

Standardowy

Rozśmieszył mnie pomysł sprzedawania prezerwatyw za okazaniem dowodu osobistego. Śmiałam się tak długo, że aż rozbolał mnie brzuch, a łzy przestały lecieć. Przyszła chwila na refleksje i zastanowienie. Pierwsza myśl? Co za Idiota wpadł na tak fantastyczny pomysł?! Na pewno ten Idiota myśli, że prezerwatywa za dowód zmniejszy ciąże u małoletnich i przesunie średnią wieku inicjacji seksualnej z 15 do 18 lat. Życzę szczęścia. To na pewno się nie uda. Uda się coś innego. Wzrośnie liczba porzuconych dzieci, liczba nielegalnych aborcji, liczba wymuszonych poronień, liczba dzieci w domach dziecka i liczba nieletnich rodziców. Ale o tym Idiota nie pomyślał. Papierosów też nie chcą sprzedawać nieletnim. Ale zawsze znajdzie się starszy kolega, który kupi. Albo pani w kiosku, która chce zarobić mimo wszystko. Tak samo będzie i z prezerwatywami. Lepiej zając się edukacją seksualną już w gimnazjum. Taką z prawdziwego zdarzenia, a nie z mówieniem, że seks to zło. To przyniesie większy skutek.

441

Standardowy

Potrzebuję kogoś, kto będzie za mną chodził i pilnował żebym trzymała się diety. Nie jem żadnych fast foodów w szerokim znaczeniu tego słowa. Miałam opory przed zjedzeniem kurczaka z rożna na obiad u Tomka. Za to nie miałam żadnych zahamowań przed kupnem wielkiego opakowania herbatników w czekoladzie. De facto widać już w nich dno, brzuch jest wypełniony po brzegi, a moja bilirubina na pewno rośnie w zatrważającym tempie. Nie wiem czy to kwestia braku silnej woli czy najnormalniejsze w świecie łakomstwo? Chciałabym nie powtarzać dzisiaj zdania, że od jutra koniec ze słodyczami. Chcę po prostu przestać je jeść, bo mi nie wolno. W święta też zamierzam się pilnować, zrobię sobie malutką dyspensę, ale po wracam do reżimu.

Wizyta u Krzyśka zaliczona. Sprawy załatwione połowicznie, pewnie zjawię się u niego raz jeszcze. Idąc z Kleparza przypominałam sobie, jak to pierwszy raz szłam do niego. Przestraszona, nie wiedziałam gdzie dokładnie, co powiedzieć, jak się zachowywać. A teraz? Zmiana całkowita. Idę pewna siebie, wiem czego się spodziewać, wiem jak najszybciej wszystko załatwić. Miłe jest to, że na powitanie słyszę ‚Część E.! Co słychać?’. Jakby to, że nie jestem anonimowa coś zmieniało albo coś pomagało. Pewnie i zmienia i pomaga, ale nie potrafię powiedzieć w jaki sposób. W listopadzie byłam tylko kolejną klientką, teraz stałam się w jakiś sposób charakterystyczna. I na tyle na ile poznałam Krzyśka, w jakiś sposób zapadłam im w pamięć na dłużej niż krótką chwilę.

Cieszę się na te Święta jednak. Stęskniłam się za domem, za Rodzicami, za Babcią, za Frodem. Cieszę się na ładną pogodę, na siedzenie z książką nad oczkiem, na bieganie z Frodem po polach. Cieszę się tym bardziej, że jadę do Rodziców do domu, a nie do bloku. Mogę wyjść na pole kiedy tylko chcę, ubrana jak tylko chcę i nie przejmować się nikim ani niczym. Odpocząć na chwilę od Krakowa i problemów, które tu mam. Obiecuję sobie nie zamartwiać się niczym, spróbować się zdystansować do niektórych spraw. Jakby ten dystans miał cokolwiek pomóc…

440

Standardowy

Moja dieta kiedyś doprowadzi mnie do depresji i załamania nerwowego. Wizytując dzisiaj Almę przechodziłam kolejne alejki i w głowie skreślałam kolejne rzeczy, których nie mogę jeść. Tym samym próbowałam zapamiętać, w które uliczki mam nie wchodzić w celu zaoszczędzenia czasu i energii. Tak wyeliminowałam chipsy, słodycze, paluszki, precelki, chińskie gówna, nutelki i tym podobne specjały. Zagościłam na dłużej w jogurtach i owocach. Póki co się trzymam. Mam nadzieję, że dietę utrzymam nawet, gdy wyniki się polepszą.

Jednym okiem piszę, jednym okiem słucham i oglądam koncertu Erica Claptona z Chicago z 2007 roku. Czemu Chicago jest tak daleko? Czemu Clapton gra najbliższy koncert w Londynie? Czemu on w ogóle tak genialnie gra na gitarze?! Mistrzostwo świata i póki co pełne oddanie jego muzyce. Oczywiście przejściowe. Za jakiś czas on zostanie odstawiony i na piedestał wskoczy kto inny, tylko po to żeby za jakiś czas wpuścić kolejnego bluesowca. I tak w kółko, bo chyba jednak mi się nie przeje.

Pozostał mi tylko jeszcze jeden ciężki wybór dnia dzisiejszego. Czy poczytać Mastertona przed snem czy obejrzeć House’a? Moje problemy zaczynają być podobne do problemów obiektu moich kpin i szyderstw…

439

Standardowy

Nie piszę, bo mi się nie chce. Od dłuższego czasu tutaj nie wchodzę, bo nie mam po co. Chciałabym móc powiedzieć, że z przyjściem wiosny coś się u mnie zmieniło. Niestety, nie mogę tak powiedzieć.

Muszę przejść na dietę. Właściwie jestem na niej od dzisiaj. Nie jem fast foodów, frytek, kebabów, zapiekanek, chipsów, słodyczy, ostrych przypraw. Dołożyłam sobie nie jedzenie po 21, za wyjątkiem owoców. Mam nadzieję, że za miesiąc będę mieć lepsze wyniki. Zmuszam się do robienia znów szóstki, bo zaczynam źle czuć się w swoim ciele. Jak na razie jestem mistrzem pierwszego dnia. Zaczynam już drugi raz od początku, ale z tą samą determinacją i zacięciem. Z obrzydzeniem patrzę na swoje paznokcie. A jeszcze większym obrzydzeniem napawa mnie fakt, że nic nie chce mi się z nimi zrobić. Jednak dzisiaj, najpóźniej jutro, będę musiała przełamać własne lenistwo i zobojętnienie.

Podświadomie chcę chyba przewegetować do Świąt. Jakby one miały coś zmienić. Dać odpowiedzi na wszelkie dręczące mnie pytania, rozwiązać problemy, sprawić, że słońce wyjdzie zza chmur. Być może…