471

Standardowy

Doszłam do wniosku, że nie jestem do końca normalna. W niedzielę zamiast iść do Kościoła siedzieliśmy na ławce na Rakowicach prawie godzinę i rozmawialiśmy. Teoretycznie na mszy byliśmy, ale braliśmy w niej bierny udział. Coś w tym siedzeniu przy grobie było magicznego. Otaczała nas cisza i spokój, słońce pięknie przedzierało się przez chmury. A czas płynął swoim tempem. Nikt się nim nie przejmował…

Kiedyś byliśmy na spacerze na cmentarzu na Salwatorze. Tam jest dopiero pięknie. Widoki są niesamowite, bo cmentarz położony jest na górce. Można obejrzeć świetną panoramę całego Krakowa, a jak świeci słońce jest jeszcze piękniej. Sama nekropolia jest dość kameralna i można powiedzieć elitarna. Mały cmentarz, położony z boku miasta. Spacerowaliśmy po nim ponad godzinę. Zachwycając się pogodą, świecącym słońcem, nagrobkami i pomnikami. Szkoda tylko, że nie mieliśmy wtedy aparatu, bo parę naprawdę dobrych zdjęć miało szansę powstać.

470

Standardowy

 

Marzenia są po to, by je spełniać. Odkąd usłyszałam pierwszą w swoim życiu piosenkę Lady Pank i poznałam inne na pamięć, marzyłam by móc pojechać na ich koncert. Raz byłam naprawdę blisko. Juwenalia. Pierwszy rok studiów. Marta, Paula, Justyna, Basia i ja idziemy na koncert. Niestety pod Żaczkiem kolejka był tak duża, że nawet moja wielka miłość do Janka Borysewicza okazała się nie być aż tak wielką. Sprzedałyśmy bilety za dwa razy więcej niż kupiłyśmy i poszłyśmy pić do CK Browaru. Od tego czasu czekam cierpliwie, aż znów będą grać w Krakowie i będę miała z kim iść na koncert.

W piątek kupuję bilety, a w pierwszą niedzielę grudnia idę się wyskakać na ich pierwszym w moim życiu koncercie! Mała rzecz, a cieszy jak cholera. Zaczynam wierzyć, że inne moje marzenia też się spełnią. A to niedługo będę mogła wykreślić.

Poza tym czuję się dziwnie. Nagle potrzebuję słuchać głośnej i ciężkiej muzyki. To mnie uspokaja, dodaje energii, cieszy. Są dni, kiedy nie daję rady. Myślę o rzeczach absurdalnych, szukam sensu mojego życia i szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego coś się stało. Zwykle nie znajduję. Nigdy jeszcze nie znalazłam. Uparcie powtarzam sobie, że to jest po coś… Że nic nie dzieje się bez przyczyny. Czasem chcę zajrzeć w przyszłość, co by uniknąć niespodzianek. Czasem chcę zrobić wielki krok w przeszłość, zostać tam na jakiś czas i przeżywać dane chwile kilka razy, aż znudzi mi się kompletnie. Patrząc na siebie z boku jestem pokręcona i ciężka do zrozumienia…

 

469

Standardowy

Moje bunty na różnych płaszczyznach objawiają się w różny sposób. Kiedy dowiedziałam się, że Mielec został wywalony z Rakowic, po prostu przestałam tam chodzić na msze. Jeździłam uparcie do Paulinów na Skałkę. Nieważne, że daleko. Ważne, że ja wybieram gdzie. Wczoraj pojawiłam się po długiej nieobecności na Rakowicach. Oprócz tego, że było bardzo pusto i że nie było Mielca, było tak samo. Nie zmieniło się absolutnie nic! Doszłam do wniosku, że to jednak tam czuję się bardziej jak w domu. Oswoiłam sobie to miejsce pod każdym względem. Mam swoje ulubione miejsce do stania pod filarem. I nawet teraz, gdy można bez problemu usiąść, wybieram filar. Znam tamtejszych księży, wiem że jak pojawia się Krzysztof, to będzie czytał list i nic z niego nie zrozumiem. Znam niektórych parafian z widzenia. Wrócę. Mimo, że pewne zmiany mi się wybitnie nie podobają. Jednak nie mam aż takiej mocy sprawczej żeby to zmienić.

Na pytanie, jak się mieszka, odpowiadam krótko ‚mam jedynkę’. To jest chyba jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, jasny punkt nowego lokum. Przestałam się przejmować innymi, nie kłócę się, nie walczę. W końcu my tu tylko mieszkamy. Zawsze mogę zamknąć drzwi, wsadzić słuchawki na uszy i nie słyszeć dźwięków dochodzących z zewnątrz. Jest inaczej… Po dwóch latach mieszkania z Jackiem zrozumiałam, że klimat na mieszkaniu tworzą ludzie. Z chęcią bym wróciła na Pszona, z tą samą ekipą, ale bez Anki, do mojego pokoju z balkonem… Tutaj czasem łapię się na tym, że czuję się po prostu obco. Nie ma siedzenia godzinami w kuchni, nie ma jedzenia razem. Tutaj każdy siedzi za zamkniętymi drzwiami, rzadko się odzywa do innych, je się w swoim pokoju, a wychodzi z nich tylko do łazienki albo jak wychodzi się z domu. Po prostu nie jest fajnie…

 Przypomniało mi się jak rok temu robiliśmy sobie prezenty na Mikołaja. Nic wielkiego, nic drogiego, a każdemu zrobiło się miło. Albo jak absolutnie wszyscy szli z Gośką na papierosa na balkon, nieważne czy ktoś palił czy nie. Albo jak siedzieliśmy u Jacka w pokoju i słuchaliśmy jego najnowszego odkrycia muzycznego. A tu… Wysilam się, pocę do granic możliwości i niestety nic mi nie przychodzi do głowy. Nie szkodzi. Ja tu tylko mieszkam…

468

Standardowy

Zapuściłam się. Biodra mam tak okrąglutkie i mięciutkie jak poduszeczki do igieł. Według jednego z moich znajomych z takimi gabarytami powinnam mieć mega powodzenie u płci przeciwnej, bo podobno faceci lecą na kobiety z szerokimi biodrami. Chyba ta teoria nie działa.

Postanowiłam, że będę się katować ABSem na tyłek. Może hurtowo i na biodra też pomoże. Po pierwszym dniu mam serdecznie dość. Spociłam się jak świnia i rzucałam przekleństwami w stronę pana na YouTube. Po polsku, po angielsku, po włosku, w jakim tylko języku potrafiłam. Chyba się nie przejął, bo mi powiedział na koniec, że odwaliłam dobrą robotę i zobaczymy się jutro. Brzuchem też się zajęłam, a co. Wierna szóstka Weidera i ABS. Ale ten zestaw jakoś wytrzymuję i nie czuję się po nim jak po przebiegnięciu maratonu wzdłuż i wszerz Afryki.

Po prostu zapuściłam się! A parę dobrych lat temu mogłam biegać za piłką półtorej godziny i nie sapać jak lokomotywa. Więc walczę teraz nie tylko ze zbędnymi kilogramami, ale też ze słomianym zapałem, który wygrywa ze mną do zera na wielu płaszczyznach.