477

Standardowy

Zdecydowałam, że moja współpraca z systemem Windows Vista dobiega końca. Pomęczymy się w swoim towarzystwie jeszcze tydzień i koniec. Mam powyżej kokardek ciągłego zawieszania się, ściągania miliona pięciuset aktualizacji, z których nigdy nie korzystałam i wielu, wielu innych. Przechodzę na Windows 7 i mam nadzieję, że będzie nam się lepiej współpracować. Ale, zanim ta wiekopomna chwila nastąpi muszę oczyścić dysk z wszystkich ważnych rzeczy, których jak się okazuje jest masa. Spodziewałam się, że będzie co najmniej połowę mniej! Metodą małych kroczków dam sobie radę. Już mam listę programów, które są mi absolutnie niezbędne do życia i bez których mój komputer też nie może egzystować. Muzyka idzie na iPoda Tomka, po przesystemowieniu wraca z powrotem do mnie. Seriale i filmy lądują w końcu na płytach, a co się nie zmieści będzie na dysku przenośnym. Dokumenty także na przenośny i dla zabezpieczenia na Chomika. Damy sobie jakoś radę. W gruncie rzeczy nie lubię takich rewolucji, ale oczami wyobraźni widzę, że będę mniej klnąć do monitora, mniej obijać mysz i mniej tłuc w klawiaturę. Opłaca się!
A z okazji Wielkiego Postu wróciłam do mojej ukochanej szóstki Weidera. Robię codziennie, walczę ze swoim leniem i odhaczam kolejny zaliczony dzień. W lustro patrzę jak najmniej, żeby się nie zniechęcić. Przestałam też jeść słodycze. Żadnych ciasteczek, czekoladek, wafelków i innych pierdółek. W zeszłym roku miałam podobne postanowienie, które legło w gruzach w momencie, gdy dostaliśmy od Basi dwa pudełka ciasta. Nie miałam aż tak silnej woli żeby je odstawić w kąt i nie zajrzeć do środka. Otworzyłam i zjadłam jedno pudełko, po czym stwierdziłam, że w cholerę poszło moje postanowienie. W tym roku będę twarda! W tym roku dużo rzeczy będzie inaczej…

476

Standardowy

Cieszę się, że mam taką właśnie rodzinę. Ciepłą, serdeczną, szczerą, kochaną, pomocną! A do tego niesamowicie liczną i rozrzuconą po całej Polsce i nie tylko, bo w Irlandii i w Niemczech też mamy swoich. Widzimy się rzadko, raz na parę lat, a mimo to nie ma dystansu, nie ma tej krępującej ciszy podczas rozmowy. Jest naturalność, szczerość, uśmiech. Patrząc na nas z boku można śmiało powiedzieć, że normalni to my nie jesteśmy. Można doszukiwać się drugiego dna w każdym zachowaniu, jak to niektórzy uwielbiają robić, ale nie doszukają się niczego. Sama otwarcie mówię, że kocham moją rodzinę nad życie. Niektórzy pomogli mi parę razy i nie zapomnę im tego do końca życia. Wiem, że mogę ich poprosić o pomoc bez zbędnych ceregieli czy owijania w bawełnę. Wiem, że pomogą, jak tylko będą mogli. Wiem, że mogę ich odwiedzić, nawet bez zapowiedzi, i że po moim wyjściu nie będzie obgadywania. I wiem już, że łączy nas niesamowicie silna więź. Nie umiem tego opisać, ale jest takie coś, co nas łączy, spaja i sprawia, że jesteśmy tacy wyjątkowi. Teraz nastał taki czas w moim życiu, że jeśli ja nie postaram się o podtrzymywanie naszych kontaktów rodzinnych, to one zanikną. Ale postaram się. Będą ferie, będą wakacje, będzie marzec, będzie kwiecień. Będą spotkania, rozmowy do białego rana przy wódce, seanse terapeutyczne, trzymanie się za rączkę, śmiech do łez i śmiech przez łzy.

Poza tym przez ostatni weekend nasłuchałam się tyle komplementów na swój temat, że na parę lat mi one wystarczą! Zaczynam nowy etap w swoim życiu. Będzie się on nazywał ‚większa wiara w siebie i w to, co mówią o mnie ludzie’. Bo jest parę osób, które nie mają absolutnie żadnego interesu, by włazić mi w dupę. Grunt to umieć takie osoby rozpoznać. Tego się uczę i myślę, że idzie mi całkiem dobrze. Tego, co od nich usłyszę nie muszę dzielić na dwadzieścia i wtedy dopuszczać do siebie. To jest zapamiętywane w dokładnie takiej formie, w jakiej to usłyszałam i koniec.

Dwa najważniejsze zdania, które będę sobie przypominać w chwilach smutku? ‚Dobrze, że nie jesteś taka jak T……..y!’ oraz ‚Jak ktoś jest otwarty i szczery i sympatyczny, to na gorsze się nie zmieni już nigdy!’. Dziękuję za to. Dziękuję za cudowne dwa dni zabawy na weselu, którego długo nie zapomnę. I dziękuję za to, że jesteśmy rodziną.