488

Standardowy

Styczeń się skończył i tak naprawdę nawet nie wiem kiedy. Patrzę na dzisiejszą datę i myślę sobie, że miesiąc temu był Sylwester, miałam tyle postanowień, z których jak zawsze nie wyszło nic, albo prawie nic. Z początkiem lutego postanowiłam (po raz n-ty w moim życiu), że będzie inaczej. Będzie po mojemu. Zorganizuję sobie dzień, zamiast wstawać, drapać się po głowie i zastanawiać co będę robić. I zdecydowanie zacznę na nowo pisać. Mam czasem za dużo myśli, za dużo refleksji i niekoniecznie chcę się tym z kimś dzielić. Chcę to powiedzieć, ale nie chcę komentarza, rady, pocieszenia, zrozumienia. Chcę to tylko powiedzieć, bo jak się powie, to często inaczej patrzy się na sprawę.

Zauważyłam, że od dłuższego czasu traktuję moje obecne mieszkanie jak hotel. Wracam na noc, siadam przed komputerem żeby coś obejrzeć, a potem idę spać. Rano wstaję, myję się, wychodzę i wracam wieczorem. A tak naprawdę odliczam dni do przeprowadzki na Szkolne. Kiedy w końcu nie będę płacić ciężkich pieniędzy obcym ludziom. Kiedy w końcu będę mieszkać z Tomkiem. Kiedy w końcu nie będę musiała użerać się z obcymi ludźmi…

Żałuję, że nie zostałam na czwartym piętrze. Tutaj miało być lepiej. Fajniej. Czyściej. Sympatyczniej. Jest beznadziejnie. Nie mam z kim rozmawiać. Nie wiem kompletnie nic o ludziach, z którymi mieszkam i na pewno vice versa. Atmosfera jest nieprzyjazna i nie chce się wracać do mieszkania na noc. Doszło nawet do tego, że od przeprowadzki ani razu nie sprzątałam i w najbliższym czasie nie mam zamiaru. Zachowuję się jak Rzeszutek, nie zaprzeczam, ale nie chcę tu sprzątać. Nie chcę pokazać, że mi na czymkolwiek tutaj zależy. Moja rola kończy się na spaniu, myciu się i czasem jedzeniu, i to tylko śniadań. Obiad ugotowałam raz, z Tomkiem, i więcej tego nie powtórzyłam. Nie zapraszam znajomych do siebie, bo mi wstyd. Raz była Gośka i prawdę mówiąc robiłam dobrą minę do złej gry. Ale co innego można zrobić, jeśli ktoś wychodzi z domu i zamyka swój pokój na klucz? Też tak robię, ale ze względu na brak zaufania do reszty i chęć wtopienia się w otoczenie. Siedzę za zamkniętymi drzwiami, jak reszta, co powoduje, że czasem chce mi się płakać. Czuję się tu obco…

Na szczęście jest światełko w tunelu. Uda mi się stąd wyprowadzić, będzie lepiej, będzie inaczej. I prawdopodobnie stanie się to przed końcem umowy, nie będę musiała kiblować w tym mieszkaniu do połowy lipca. Zostawię ich, zapomnę i na koniec będę życzyć dalszego udanego kiszenia się we własnym sosie fałszu i zakłamania. I mnie tam nie będzie, już nigdy…