494

Standardowy

Nietypowo zacznę od końca, czyli od P.S. Wróciłam do korzeni, czyli do zaczytywania się w Grocholę. A zaczęło się od tego, że lekko uzależniłam się od piątkowych konkursów z ‚Co jest grane’. Wygrałam póki co spacerownik po Łodzi, który nie został odebrany i nie zostanie. Lenistwo i głupota wzięły górę, niestety. Potem było zaproszenia na squash’a. Też gdzieś leży i może kiedyś pójdziemy z Tomkiem, bo jest dla dwóch osób. Tydzień temu (chyba) wygrałam najnowszą książkę Grocholi. Zwykle zastanawiam się co by tu wygrać. Jednak w przypadku, gdy los podtyka mi pod nos książkę ulubionej pisarki nie można wybrzydzać. Odebrałam w ostatniej chwili, jak to ja, zachwyciłam się, że zaoszczędziłam trochę ponad 30zł i w końcu wzięłam się do czytania. Wsiąkłam! To było do przewidzenia. Uwielbiam Grocholę, uwielbiam jej styl pisania, jej poczucie humoru, jej barwne życie, którym dzieli się z innymi. I tak od strony do strony postanowiłam, że wracam i znów piszę. Tym razem regularnie, nie z doskoku. Dlatego, że moje życie też jest ciekawe, też warto o nim pisać, nawet jeśli nigdy nie wydam książki i nie przeczyta tego nikt prócz garstki, którą mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Ta lektura uświadomiła mi jeszcze coś. Zagubiłam się po drodze. Zatraciłam siebie. Zmieniłam i to niekoniecznie tak jakbym chciała. Nie czytam już książki do rana tylko dlatego, że jest ciekawa i nie mogę się oderwać. Tylko dlatego, że muszę rano wstać, będę niewyspana i zła, mam inne rzeczy do zrobienia, których w efekcie nie robię. Kiedyś potrafiłam otworzyć Grocholę wieczorem i zamknąć nad ranem, spać parę nędznych godzin i wstać rano i świat się nie zawalił, a ja jakoś potrafiłam funkcjonować. Kiedyś potrafiłam sobie uświadomić, że te ważne sprawy, które są ważniejsze od książki są błahe i sprowadzają się do marnowania czasu.

Czasem jak zaglądam do Archiwum, a robię to często, zaskakuję sama siebie. Swoją inteligencją, dowcipem, trafnymi spostrzeżeniami, ciekawymi cytatami. A przez ostatnie parę miesięcy mogę sama siebie zaskoczyć brakiem zaskoczenia. Wstałam, poszłam gdzie miałam iść, wróciłam i klapnęłam przed Internetem. Ciekawe jak jasna cholera i na pewno dostałabym za to nagrodę w kategorii brak pomysłu na siebie i swoje życie. Dlatego koniec z tym! Uświadomiłam sobie, że uwielbiam pisać. Może nie jest to najwyższych lotów, może nie można tego znaleźć w księgarniach czy Empiku, ale sprawia mi to frajdę. Nadal skrycie marzę o wydaniu książki, ale powoli oswajam się z myślą, że to zawsze pozostanie w sferze niespełnionej. Za to ja będę spełniona. Nie muszą o mnie pisać w ‘Wysokich Obcasach’, nie muszę mieć tłumu czytających, nie będę drugą Grocholą czy Terakowską. Będę szczęśliwą sobą.

P.S. Rozpoczynam polowanie na Grocholę i Szelągowską w Empiku! Chcę mieć kolejną książkę z autografem.