518

Standardowy

W całym mieszkaniu jest gorąco jak w piecu. Temperatura dochodząca do 25oC jest normą. Oczywiście można otwierać okna, ale za chwilę robi się zimno, bo strategiczne meble do pracy, jak biurko czy stół, mamy pod oknem. Poza tym, według mojej teorii, jak się porządnie wywietrz i temperatura spada, to kaloryfery dążą do tego żeby nadal była stała temperatura i grzeją jeszcze mocniej i jest znów gorąco nie do zniesienia. Dlatego zaprzestaliśmy walki z ciepłem. Tylko w sypialni rozszczelniamy na noc okno, bo niestety nie da się spać w innych warunkach. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że z rana słychać wszystkie rozmowy toczące się pod naszym oknem. Dobrze, że mamy późną jesień/wczesną zimę, bo nie dałoby się spać. Jest za zimno, by stare babcie stały na roku ulicy i rozprawiały o swoich wizytach u lekarza i chorobach, jakie je ostatnio dopadły. Młode gnoje muszą chodzić do szkoły, więc nie mają czasu na idiotyczne zabawy pod blokiem. Tylko samochody niestety nadal jeżdżą i raz na jakiś czas znajdzie się idiota, który musi pokazać, że jego silnik ryczy, a on ma w związku z tym małego penisa. Poza tym naprawdę śpi się genialnie.

Gorzej jest ze wstawaniem rano. Dzisiaj po raz kolejny przestawiałam budzik od 8:30. Na szczęście poszłam po rozum do głowy o ustawiłam sobie drzemkę na pół godziny, więc mogę w miarę pospać. W końcu zwlekłam się o 10:00, ale nie uważam żebym była wyspana i pełna zapału i energii do pracy w tym jakże długim dniu. I tak jest codziennie. Może to wpływ tej szarówki za oknem? A jakby tego było mało śniło mi się, że na Niecałej spadł śnieg. Oby to nie był proroczy sen, bo dam sobie rękę uciąć, że z tego śniegu cieszyłby się jedynie pan Frodo…

Na moją listę rzeczy do zrobienia wędruje telefon do fryzjera. Moje krótkie włosy są na tyle długie, że mogę sobie zrobić mini kitkę jak idę na siłownię. Marzą mi się fryzura w stylu Anji Rubik. Nie lubię chodzić do fryzjera ze zdjęciem w ręce, ale chyba będę musiała…


517

Standardowy

Jako osoba jeżdżąca dość dużo autobusami i tramwajami widziałam sporo dziwnych sytuacji, parę z moim udziałem. Powszechna jest scena pod tytułem: wsiada matka z dzieckiem i ono od razu biegnie na wolne miejsce. A jak wszystkie są zajęte to stoi nad jakąś ofiarą, a nuż się zlituje. Szlag mnie trafia od samego patrzenia! Jak ja byłam małym dzieckiem, to Rodzice mnie uczyli, że mam ustępować starszym i nie siadać, bo nie mam powodu żeby odpoczywać, bo niczym się nie zmęczyłam. Dzisiejsze dzieci są inne. To one muszą siedzieć, bo tak są zmęczone życiem, szkołą, obowiązkami, które są na ich głowie. Czekam żeby nade mną stanął taki bachor i żebym mogła powiedzieć jego matce żeby puknęła się w głowę. Jeszcze się nie doczekałam…

Kiedyś jechaliśmy na siłownię. Wsiadł facet z nogą w gipsie i o kuli, z synem. Oczywiście plecak niósł tatuś, bo to jego obowiązek. A zadowolony z życia synek rozsiadł się na wolnym siedzeniu. Ojciec ledwo stał,  jedną ręką się trzymał, w drugiej trzymał kule i plecak i jeszcze skupiał się na tym żeby utrzymać pion, a nie znaleźć się na podłodze. Grunt, że synek mógł wygodnie siedzieć. Przecież mu się należało. Cudem się wtedy nie odezwałam, tylko głośno skomentowałam. Jednak nie na tyle głośno, by szczęśliwy tatuś usłyszał o swoim idealnym dziecku.

Sytuacja z piątku. Wracam po ćwiczeniach. Podjeżdża autobus. Praktycznie pusty. Gdzieś w okolicach Kleparza wsiadają dwie rozgadane baby w średnim wieku i idą w moim kierunku. Za chwilę słyszę ‘ja jestem z koleżanką i muszę usiąść’. Akurat rozmawiałam przez telefon, więc skończyło się na minie pod tytułem chyba śnisz. Jakaś inna laska ustąpiła im swoje miejsce. Rozmowy prowadzić dalej nie mogłam, bo były głośniejsze od przekupek na rynku. I oczywiście zaczęły się aluzje, że jestem niewychowana. Może i jestem. Nie lubię ustępować miejsca krewetkom. Nienawidzę jak stoi taka nade mną i czeka aż wstanę. W takich sytuacjach nawet mi to nie w głowie i z czystej złośliwości siedzę dalej. I nie ustępuję miejsca, gdy połowa autobusu jest pusta i miejsc jest do wyboru, do koloru. Argument, że jestem z koleżanką jest najbardziej lousy ze wszystkich jakie w życiu słyszałam. W odpowiedzi baby usłyszały, że mogę być w ciąży, mogę być po operacji, mogę być zmęczona i nie muszę im ustępować miejsca, bo połowa autobusu jest pusta. Na szczęście się zamknęły i mogłam w spokoju jechać dalej.

Takich sytuacji jest wiele, a te dwie opisane to tylko przykłady, które wytrąciły mnie ostatnio z równowagi i obok, których nie mogę przejść spokojnie. To tak samo jak ze znieczulicą jaka się zaczyna, gdy do tramwaju lub autobus wsiada dziewczyn w ciąży. Miejsca ustąpi tylko starsza osoba. Jej rówieśnicy nagle tracą wzrok, wgapiają się w okno lub udają, że ciąża to nie powód do siedzenia. Prędzej wstanę na widok dziewczyny z brzuchem niż krewetki, a moje dziecko będzie w komunikacji zbiorowej stać, nie siedzieć. Może i jestem chamska, ale mam swoje zasady…

516

Standardowy

Moje przerwy w pisaniu lub też nieregularne pisanie nie wynika z braku tematów, które chciałbym poruszyć, ale z braku czasu i braku dobrej organizacji czasu. Staram się robić wszystko od razu, nie odkładać na później, bo potem staję przed górą rzeczy do zrobienia i nie widzę jej wierzchołka. Zaczęłam od głupiego prasowania. Początkowo zostawiałam je na weekend, ale kończyło się tak, że stałam przy żelazku całe popołudnie i szłam do łóżka z bolącym kręgosłupem i często nie skończonym prasowaniem. Teraz prasuję na bieżąco, zaraz jak tylko zdejmę czyste ubrania z suszarki. Oglądam jednym okiem Milion w minutę czy Top Model i łączę przyjemne z pożytecznym. Na szczęście to nie są programy aż tak wymagające, by trzeba było je śledzić uważnie i nie spuszczać wzroku z telewizora.

Jednak nie o tym chciałam. Żeby nie było przydługich i niepotrzebnych wstępów powiem tylko, że mamy znajomych, których światopogląd różni się od światopoglądu reszty świata. Po zobaczeniu wczoraj na Jej fejsbukowej ścianie wpisu ‘pierwsza prawdziwa pensja’ długo musiałam ze sobą walczyć żeby tego nie skomentować. Trzy słowa, a kryją w sobie o wiele więcej znaczeń niż widać na pierwszy rzut oka. Obłuda, zakłamanie, chęć pokazaniu światu jacy to Oni są wspaniali i jak im się idealnie układa. Są to ludzie, którzy zabierają rentę babci, a ta mieszka u wujka, bo niestety w jej własnym mieszkaniu nie ma dla niej miejsca. Biorą pieniądze od Jej rodziców, którzy chyba muszą brać notoryczne pożyczki z Providenta, bo tatuś jest tak wziętym grafikiem, a mama siedzi w domu i gra na organach kościelnych. I jeszcze teraz doszły pensje ze stażów. Nóż się otwiera w kieszeni.

To nie wszystko. W sumie mają dobre 6 tysięcy na rękę, nie płacąc za media ani za czynsz. I teraz gwóźdź programu: ‘udaje nam się odłożyć w dobrych dniach około tysiąc złotych’. Myślałam, że to ja jestem jakaś dziwna i żyję w innym świecie. Na szczęście jest parę innych dziwnych osób, które jak słyszą opowieść o Nich otwierają coraz szerzej oczy. Mimo wszystko mam w dupie ile mają pieniędzy i czy biorą od babci czy nie. Nienawidzę kłamania w żywe oczy! Słucham od nich od ponad roku jacy to są niezależni i jak od nikogo nie biorą pieniędzy. O traktowaniu babci jak intruza i chodzące gówno nie wspomnę… Mam nadzieję, że kiedyś ich dziecko tak ich potraktuje. Pokaże im, że ma ich w dupie, że są nic nie warci i nie będzie chciała ich znać, a na ulicy będzie przechodzić na ich widok na drugą stronę.

A najbardziej wkurwia mnie to, że absolutnie wszyscy wiedzą o tym, obgadują ich za plecami i nikt nie ma jaj żeby im odpowiedzieć na te kłamstwa: a kogo wy chcecie oszukać? Zrobiłam tak dwa razy, nie żałuję. Tylko teraz jak On się spotyka z Tomkiem to dziwnym zbiegiem okoliczności, jak ja jadę do rodziców. Może to i dla Niego lepiej. Mógłby nie znieść psychicznie i załamać się, że ktoś ma inne poglądy na życie niż on i potrafi powiedzieć mu prosto w twarz, że jest idiotą i skończonym kretynem i życzy mu żeby Jego dziecko potraktowało go tak samo.