552

Standardowy

Byłam pewna, że nie dostanę zaproszenia i będzie na przyszłość kłopot z głowy w postaci ośmiu osób mniej na moim weselu. Niestety, w kopercie były dwa zaproszenia. I to dwa różne! A na to samo wesele. Dla Rodziców wersja elegantsza, z imionami Młodych na przodzie. Dla mnie wersja uboga, tandetna i chyba dokupiona na szybko, bo trzeba było zaprosić. Do tego wkładka z prośbą o grubą kopertę. Tego się akurat spodziewałam…

Nie lubię dawania pieniędzy na ślub, uważam to za pójście na łatwiznę, bo łatwiej dać kopertę niż usiąść i pomyśleć nad prezentem. Ale jeszcze bardziej nie lubię żebrania o pieniądze. Bo tak odbieram wkładki z napisem ‚banknotów łopot’. A może mnie nie stać na włożenie grubego pliku w kopertę? Może mi wstyd wsadzić tam sto złotych i iść z tym na wesele? Może wolałabym kupić prezent, który nie ma przyczepionej ceny i mimo, że tani może wyglądać na elegancki i wywołać uśmiech na twarzach Młodych?

Z tego powodu powiedziałam, że nie wybieram się na tą uroczystość. Drugi powód to zaproszenie z odzysku i ‚osoba towarzysząca’. Na to drugie jeszcze jestem w stanie przymknąć oko, bo  nie wszyscy zwracają uwagę na takie drobiazgi jak ja. W momencie, gdy powiedziałam, że nie idę do Pawła zaczęły się awantury z Ojcem. Jedna za drugą. Nie docierały do niego żadne argumenty. Nie mogłam nic powiedzieć, bo zaczynał się drzeć coraz głośniej, a na koniec stwierdzał, że nie umiem nic tylko krzyczeć. W końcu przestałam w ogóle dyskutować i zbywałam każdą próbę poruszenia tematu ‚nie idę i koniec’. To też nie było rozwiązanie. Też były krzyki i awantury. Największy popis dał przy Mamie. Po raz tysięczny powiedziałam ‚nie jadę’, na co on zaczął się drzeć, trzasnął drzwiami balkonowymi i tyle go widziałyśmy. Równe dziesięć dni trwało to weselne piekło i przerzucanie się argumentami, z których każdy kolejny był lepszy od poprzedniego i powodował u mnie histeryczny śmiech. W końcu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i napisałam do Pawła miłego smsa, że dziękujemy za zaproszenie, ale mamy dużo obowiązków i nie damy rady przyjechać. W domyśle brzmiało to: pocałujcie misia w dupę, nie napchamy wam kieszeni, a poza tym widziałam Cię dwa razy na oczy i nie zamieniłam jednego zdania prócz grzecznościowego ‚cześć’. Ojciec musiał oczywiście dołożyć swoje trzy grosze i zadzwonił do Pawła potwierdzić, że oni przyjadą, a ja nie, bo mam w tym czasie wesele koleżanki. I po co to?!

Wesele inne mamy, ale nie koleżanki, a przyjaciółki. Zasadnicza różnica, ale dla niektórych nie do odróżnienia. W związku z tym, że Ojciec zachowuje się jak dupek nie poruszam przy nim tematu ślubu Pauli. Nie wie w czym pójdę. Nie wie czy mam sukienkę. Nie wie co dajemy na prezent. Nie wie nic. Ale też nie chce wiedzieć. Wszelkie rozmowy odbywają się na linii Mama-ja. Na szczęście sukienki na dwa dni mam. Schudłam na wakacjach, a teraz się pilnuję żeby nie wrócić do poprzedniego rozmiaru, więc w pistacjowej wyglądam dobrze. Nie zachwycająco i oszałamiająco, ale dobrze i mnie to wystarczy. Kupiłam ją za grosze w Orsay’u. Wisi nadal w szafie, bo nigdy jej nie założyłam. Raz na jakiś czas wyciągam ją i zachwycam się nią. I cieszę się, że pistacjowy jest teraz w modzie. :)

Drugą kupiłam całkiem przypadkiem. Po którejś z rzędu awanturze z Ojcem pojechałam do Reserved żeby sobie kupić cokolwiek na poprawę humoru. Cokolwiek u mnie to najczęściej majtki, kolczyki lub buty. Chodziłam między wieszakami i zobaczyłam śliczną sukienkę, w jeszcze śliczniejszej cenie. Przymierzyłam i się zakochałam. Zadzwoniłam do Mamy żeby przyjechała do sklepu, bo sama nie mogłam wydać aż takiej kwoty bez konsultacji. Mama również się zachwyciła. W efekcie wyszłam ze sklepu bogatsza o kolejną sukienkę i uboższa o problem pod tytułem ‚nie mam co na siebie włożyć’. Tym samym podtrzymałam moją mała tradycję. Co roku kupuję na wyprzedażach sukienkę, którą później wieszam do szafy i wykorzystuję na niespodziewanym weselu z wpadką w tle. A, że kosztują mnie one grosze, więc mogę sobie pozwolić na taką ekstrawagancję.

 

11 przemyśleń na temat “552

  1. ~Pat

    A nie pomyślałaś, że często (jeśli nie rzec nawet – najczęściej) Młodzi po prostu życzą sobie pieniędzy na wesele, ażeby nie otrzymać kilku żelazek, paru kompletów sztućców czy garnków, mało tego, być może mają kredyt na głowie i taki zastrzyk gotówki pomaga im wejść w lepszy etap życia, pomaga postawić kolejny krok w przyszłość?
    Sama mogę śmiało powiedzieć, że zdecydowanie wolałabym dostać pieniądze, nikomu do portfela nie zaglądam, ponieważ każdy da tyle, na ile go stać. NIe powinna nas obchodzić opinia innych, że daliśmy „za mało” itp. Najważniejsza jest obecność.
    Pieniądze są wygodną formą dla obu stron, zarówno dla gości, którzy nie muszą zastanawiać się nad wyborem często szablonowego prezentu, natomiast Młodzi mogą zrobić z pieniędzmi, co w tym momencie uważają za słuszne.
    Pozdrawiam :)

    p.s. życzę udanej zabawy na weselu ! :)

  2. ~Nimo

    „Nie lubię dawania pieniędzy na ślub, uważam to za pójście na łatwiznę, bo łatwiej dać kopertę niż usiąść i pomyśleć nad prezentem.”
    Całe szczęście, że nie wszyscy tak rozumują, bo potem państwo młodzi niejednokrotnie otrzymują 2 komplety pościeli, garnków, sztućców, itp. Tylko po co im to wszystko, jeśli już przed ślubem dorobili się tych wszystkich rzeczy?
    „Może wolałabym kupić prezent, który nie ma przyczepionej ceny i mimo, że tani może wyglądać na elegancki i wywołać uśmiech na twarzach Młodych?”
    To, czy coś jest eleganckie, to kwestia gustu. Więc to, co w Twoim przekonaniu jest eleganckie, nie musi być eleganckie dla innych. Weźmy np. taki fotel. Dla mnie elegancki fotel, to fotel m.in. wykonany z wysokiej jakości materiałów – np. skóry naturalnej. Za taką elegancję niestety trzeba zapłacić i to nie mało.
    W dzisiejszych czasach ceny większości produktów można z łatwością znaleźć w internecie. Istnieją oczywiście pewne wyjątki. Trudno byłoby pewnie znaleźć cenę jakiegoś „badziewia”, nie wiadomo do czego, niewiadomego pochodzenia, na dodatek zakupionego u pokątnego sprzedawcy. Taki podarunek owszem mógłby wywołać uśmiech na twarzach „Młodych”, ale z pewnością uśmiech ten nie wyrażałby radości.
    Może jeśli zaprosisz kiedyś gości na swój ślub, wówczas zmienisz zdanie.

    • ~elle-elle

      W wielu sklepach jest możliwość zrobienia przez Młodych listy życzeń, dzięki czemu goście wiedzą co kupić i nie będzie przypadku, że prezenty się zdublują. A poza tym Młodzi otrzymają to, co będą chcieli. Czasem wystarczy pójść z duchem czasu i wykazać minimum zainteresowania w danym temacie. :)
      A jeśli ktoś chce sprawdzać ile kosztował prezent, to znaczy, że jest małostkowy i zaprosił kogoś na ślub dla prezentu, a nie po to, by spędzić ten wyjątkowy dzień z bliską osobą.

  3. ~Iza

    „Nie lubię dawania pieniędzy na ślub, uważam to za pójście na łatwiznę, bo łatwiej dać kopertę niż usiąść i pomyśleć nad prezentem” – to mnie rozbawiło :D Z prezentami ślubnymi nie chodzi o to, żeby były trudne i sprawiały kłopot, tylko o to, żeby były praktyczne. Pieniądze, które młodzi będą mogli przeznaczyć na inwestycję w przyszłość, mieszkanie lub podróż poślubną, jest na pewno lepszym wyborem niż n-ty zestaw porcelany, który później trzeba będzie sprzedać ku zbulwersowaniu ofiarodawcy, bo na co komu 10 zestawów porcelany. Ale oczywiście twoja decyzja, nie rozumiem tylko dlaczego za rodziców decydujesz, że nie pójdą na ślub, tym bardziej, że chcą iść?

    • ~elle-elle

      Po pierwsze, czytaj ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisała, że bronię rodzicom iść. Ja nie chciałam iść i nie poszłam.
      Po drugie, ja nie jestem za dawaniem pieniędzy, ponieważ w praktyce wygląda to tak, że są przeznaczane na spłatę kredytu czy inne głupoty i po latach w ogóle się nie pamięta o nich jako o prezencie ślubnym. A jak się chce można uniknąć dostawania zdublowanych prezentów. :)

  4. hej
    Przeczytałam twój wpis z pewną rezerwą, gdyż nie zgodzę się z tą łatwizną prezentową… naprawdę po rozmowie z wieloma parami młodymi usłyszałam, że oni po prostu kupią sobie co będą chcieli sami, bądź oddadzą trochę kasy rodzicom… także nie bądź aż taka sceptyczna pod tym względem….

  5. „Nie lubię dawania pieniędzy na ślub, uważam to za pójście na łatwiznę, bo łatwiej dać kopertę niż usiąść i pomyśleć nad prezentem.”

    W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem… nie tylko jeśli chodzi wyłącznie o śluby, ale też o inne okazje. Bo tak naprawdę coraz częściej ludzie podchodzą do tego strasznie materialistycznie i liczy się tylko kwota z koperty niż wszelkiego rodzaju intencje czy nawet inicjatywa lub kreatywność.
    Wychodzę z założenia, że jeśli zapraszam kogoś na ślub (czy z innej „prezentowej” okazji) to ta osoba zna mnie, moją sytuację, to czy się już czegoś dorobiłem czy też nie – a nawet jeśli nie ma pewności to się zapyta… kogo? np rodziców młodych – chyba, że niektórzy paraburżuje stwierdzą, że to obciach… Czy ślub nie powinien być bardziej intymną uroczystością ?? Bo po co zapraszać na ślub setki osób (tak jak piszesz – widzianych raz czy dwa) jak nie po to by „wesele się zwróciło” ??

    do Nimo: Co lepsze ? dostać gustowne dobrze przemyślane „badziewie” mające wartość większą niż ta pieniężna czy bardzo drogi prezent który nie ma „duszy” ?

  6. Ach, śluby :) współczuję sytuacji z ojcem. U mnie były takie awantury, gdy z mężem zadecydowaliśmy, że nie będziemy robić wesela tylko obiad weselny, że nie będzie papierowych zaproszeń (nie lubimy ich) tylko telefony do tych, których chcemy oglądać. Z resztą, niezaproszeni członkowie rodziny do tej pory mają pretensje, a minęły już prawie dwa lata :)
    Ludzie zawsze są bardziej zadowoleni z gotówki niż z rzeczy (jeśli chodzi o śluby), więc nie miej młodym tego za złe – nikt nie będzie się rajcował czwartym żelazkiem, trzecią mikrofalą i którymś z kolei zestawem srebrnych sztućców :)

    Z pozdrowieniami
    P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>