101 rzeczy w 1001 dni

Standardowy

Lista ‘101 in 1001’ jest popularna na zagranicznych blogach. Na polskich znalazłam podobne listy u trzech dziewczyn: Kamy, Magdaleny B i Tatti.pl. Zainspirowana nimi postanowiłam stworzyć własną. Tak w ramach wyznaczenia sobie celu w życiu i odhaczenia, co już udało mi się osiągnąć.

 

Start: 28.11.2012

Koniec: 26.08.2015

 

Kultura

  1. Obejrzę 230 filmów z listy 250 IMDB. [37/230]
  2. Obejrzę wszystkie filmy z Meryl Streep z okresu 1995-2012. [9/24]
  3. Obejrzę wszystkie filmy z George’em Clooney’em z okresu 1995-2012. [7/28]
  4. Pójdę 44 razy do kina. [1/44]
  5. Przeczytam 80 książek z listy 100 tytułów BBC. [20/80]
  6. Przeczytam tyle książek ile mam wzrostu, czyli mając 176cm powinnam przeczytać 88 książek. [8/88]
  7. Pójdę na sześć koncertów wykonawcy innego niż Maciej Maleńczuk. ;) [0/6]
  8. Pójdę do opery. [0/1]
  9. Raz na pół roku pójdę do teatru. [1/4]
  10. Przesłucham 500 piosenek wszech czasów według Magazynu The Rolling Stones. [7/500]

Zakupy

11.  Raz w miesiącu kupię książkę w Empiku. [1/33]

12.   Kupię matę do ćwiczeń.

13.   Kupię rower.

14.   Kupię obciążniki do ćwiczeń na ręce i nogi.

15.   Kupię książkę kucharską Gordon’a Ramsey’a.

16.   Kupię coś w lumpeksie.

17.   Kupię buty przez Internet, po raz pierwszy w życiu.

18.   Kupię nowe dywaniki do samochodu Tomka.

19.   Kupię porządne, firmowe jeansy, w których będę się sobie podobać.

Sport, zdrowie, uroda

20.   Zaliczę 333 treningi z Ewą Chodakowską. Żeby nie zaczynać od zera zaczynam odliczanie biorąc pod uwagę już te wykonane przed sporządzeniem listy. [26/333]

21.   Rozciągnę się tak, by zrobić szpagat.

22.   Przez miesiąc będę chodzić spać przed północą i wstawać najpóźniej o 9:00, start 1.03.2013. [0/30]

23.   Zapiszę się na kurs tańca.

24.   Zapiszę się na basen.

25.   W okresie od maja do października będę biegać regularnie, czyli co najmniej trzy razy w tygodniu.

26.   Zrobię 1000km na rowerze. [0/1000]

27.   W okresie zimowym będę jeździć na łyżwach.

28.   Będę mieć płaski brzuch i będę pracować, by go utrzymać.

29.   Pójdę do brafitterki żeby dobrała mi biustonosz i kupię go bez względu na cenę.

30.  Pozbędę się cellulitu.

31.  Codziennie rano lub wieczorem będę używać balsamu do ciała.

32.  Pojadę na obóz treningowy z Ewą Chodakowską.

Finanse

33.   Założę zeszyt z wydatkami, start 1.01.2013.

34.   Raz w miesiącu będę przelewać 20zł na konto oszczędnościowe [4/33].

35.   Za każdy zrealizowany punkt z listy wrzucę 5zł do pszczółki-skarbonki.

36.   Za każdy niezrealizowany punkt z listy wrzucę 5zł do pszczółki-skarbonki.

Gotowanie

37.   Raz w miesiącu ugotuję nowe danie. [4/34]

38.   Nauczę się piec idealny suflet.

39.   Nauczę się robić ravioli.

40.  Odwiedzę 15 nowych restauracji w Krakowie. [3/15]

41.   Pójdę na sushi.

42.  Upiekę pierniczki na Boże Narodzenie, które zawisną na choince.

43.   Upiekę mazurka wielkanocnego.

44.  Jeden dzień w tygodniu nie będę jeść mięsa. [9/136]

45.  Zorganizuję kolację przy raclette dla przyjaciół.

46.   Zorganizuję prawdziwy piknik, z kocem i koszem i szampanem.

Podróże

47.   Pojadę do Paryża.

48.   Pojadę do Gdańska.

49.  Pojadę do Amsterdamu.

50.  Pojadę do Izraela.

51.  Pojadę do Londynu.

52.  Pojadę do SPA.

53.  Spędzę Sylwestra w innym kraju.

Organizacja i sprzątanie

54.   Zrobię porządek w poczcie na gmail’u.

55.   Zrobię porządek w muzyce na laptopie.

56.  Zrobię porządek w newsletterach, do których jestem zapisana.

57.  Zrobię porządek w ubraniach i niepotrzebne sprzedam lub oddam.

58.  Zacznę chować ubrania zdjęte z siebie prosto do szafy, aż w końcu wejdzie mi to w krew.

59.  Zacznę codziennie ścielić łóżko, aż w końcu wejdzie mi to w krew.

60.  Przekopiuję na dysk i zredaguję wszystkie wpisy z bloga.

61.  Zacznę chodzić na zakupy spożywcze z listą w ręku.

62.  Sprzedam lub oddam do biblioteki lub wymienię na inne książki, do których nie będę wracać lub których nie przeczytałam.

63.  Zacznę odbierać telefony od nieznanych i zastrzeżonych numerów.

64.  Raz na miesiąc będę ścierać kurze w szafie. [1/34]

Nauka

65.   Przeczytam zaległe publikacje i napiszę ich streszczenie po polsku.

66.   Zapiszę się na kurs języka angielskiego, który pozwoli mi zdać CAE.

67.   Codziennie nauczę się jednego słówka w języku angielskim. [0/1001]

68.  Zapiszę się na kurs języka rosyjskiego.

69.   Zrobię sześć darmowych kursów internetowych. [0/6]

70.  Nauczę się wiązać krawat.

71.  Nauczę się robić porządne zdjęcia przy pomocy zgromadzonych książek.

Rodzina i troska o innych

72.  Zacznę regularnie oddawać krew, jeśli pozwoli mi na to zdrowie.

73.  Raz w miesiącu zrobię Tomkowi niespodziankę. [3/34]

74.  Dokończę album dla Tomka.

75.  Będę mieć więcej cierpliwości dla Dziadka i nie będę zwracać uwagi na jego złe dni.

76.  Będę mieć więcej cierpliwości dla Babci i nie będę zwracać uwagi na jej złe dni.

77.  Będę mieć więcej cierpliwości dla Rodziców i nie będę zwracać uwagi na ich złe dni.

78.  Będę wychodzić z Frodem na półgodzinny spacer za każdym razem, gdy będę w domu.

79.  Spotkam się z trzema osobami poznanymi w Internecie. [0/3]

80.  Powieszę zdjęcie Wacka ze Stanów w widocznym miejscu w mieszkaniu.

81.  Zaproszę Mielca na obiad w towarzystwie Margoli i Wojtka.

Ja

82.  Zrobię dwutygodniowy odwyk od Facebook’a, start 1.12.2012. [14/14]

83.  Zrobię sobie zdjęcie z Maćkiem Maleńczukiem!

84.  Zacznę regularnie badać piersi.

85.  Zacznę odpisywać na ważne meile w chwili ich otrzymania.

86.  Razem z Tomkiem doprowadzimy do tego, że InvestMap będzie rozpoznawalną marką w Krakowie.

87.  Przestanę oszczędzać ubrania, buty i inne rzeczy i będę je nosić jak będę mieć na to ochotę, bo do trumny ich nie zabiorę.

88.  Wygram w dwóch konkursach. [0/2]

89.  Zacznę walczyć ze swoim słomianym zapałem.

90.  Zrobię sobie sesję buduarową.

91.  Doprowadzę kogoś do łez szczęścia.

92.  Doprowadzę siebie do łez szczęścia.

93.  Wezmę ślub.

94.  Urodzę dziecko.

95.  Zrobię tatuaż.

96.  Znajdę pracę, która będzie sprawiać mi radość.

97.  Będę mieć mgr inż. przed nazwiskiem.

98.  Pomaluję kwiatki na butelce od wina.

99.  Przestanę kupować ubrania na wyprzedaży pod wpływem impulsu i niskiej ceny.

Last, but not least

100. W nagrodę za zrealizowanie 90% punktów z listy wyjadę z Tomkiem na weekend w miejsce wybrane na chybił – trafił.

101. Zrobię nową listę 101 w 1001.

566

Standardowy

Na pewno kiedyś napiszę książkę! Jej tytuł będzie brzmiał: ‚Jak przepuścić okazję koło nosa?’ i będzie miała formę poradnika. Trzy rozdziały już mam. Teraz tylko trzeba poczekać na jeszcze parę. Tak żeby dla przyzwoitości dobić do co najmniej piętnastu. Żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

W sobotę jak powszechnie wiadomo wybraliśmy się na koncert. Kino Kijów tym razem się nie postarało i nie udostępniło szatni, więc trzeba było stać jak ofiara wojny z kurtką w ręce, a w drugiej trzymać piwo. Ewentualnie można było usiąść na schodach i obserwować rosnący tłum, który zaraz po otwarciu drzwi na salę zaczął się przepychać do wejścia jakby miało zabraknąć miejsc. Spokojnie dopiliśmy nasze jedno piwo na pół. Skończyliśmy i zeszliśmy na dół stanąć w gigantycznej kolejce. Tłum robił się coraz gęstszy. My staliśmy w miejscu i zaczęłam się powoli irytować. Znudzona rozglądałam się na boki podziwiając wnętrze kina i nagle zobaczyłam część Psychodancingu w osobie Długiego. Dyskretnie obejrzałam się na boki i doliczyłam się całego zespołu bez Lidera, do którego próbowali się dostać waląc w drzwi od garderoby. I w tym momencie mój geniusz i wrodzona inteligencja dały o sobie znać po raz kolejny. Stałam i gapiłam się na Długiego z głupim uśmiechem na twarzy, bo przypomniały mi się słowa mojej mamy „on jest taki brzydki, że do Rolling Stones’ów mógłby iść bez castingu’. I przez myśl mi nie przeszło żeby podejść i zapytać czy mogę sobie z nim zrobić zdjęcie, skoro oboje stoimy bezczynnie i się nudzimy. Przy okazji może załapałabym się na zdjęcie z całą sekcją instrumentalną Psychodancingu? Tego nie wiem i się nie dowiem, ponieważ nie podeszłam, nie zapytałam się i oczywiście parę minut później żałowałam. Moje wytłumaczenie na głupotę wrodzoną brzmiało: ‚wtedy go jeszcze nie lubiłam’.

Po koncercie dałam popis drugi raz… Nie chcieliśmy pchać się z tysiącem ludzi na raz do wyjścia, więc spokojnie się ubraliśmy i czekaliśmy aż się trochę rozluźni. W tym czasie Długi wyszedł zza kulis, zszedł ze sceny, posłał nam przelotny uśmiech i podszedł do znajomej stojącej może dwa metry od nas. Ja ze swojej strony postarałam się o gapienie z otwartą szeroko buzią i niezbyt mądrą miną, po czym wyszliśmy drugim wyjściem, które zostało w międzyczasie otwarte. Nie podeszłam z powodów mi bliżej nieznanych. Pewnie stwierdziłam, że chodzę na koncerty regularnie co roku, więc nie ma się co podniecać tym, że ktoś stoi koło mnie i jest praktycznie na wyciągnięcie ręki i można by z tego skorzystać. W takich sytuacjach sama sobie się dziwię, że ściągnęłam ze ściany w Studiu plakat Kory i dopchałam się do niej po koncercie i jeszcze dostałam dedykację dokładnie taką, jaką chciałam. Może wtedy byłam zbyt otumaniona i pełna emocji i wyłączyłam myślenie? Jakby na to nie patrzeć okazja przeszła koło nosa kolejny raz. Pocieszam się faktem, że to był tylko Długi, a nie sam Maciej, bo to bolałoby bardziej i na pewno tak łatwo bym sobie tego nie wybaczyła i nie pisała o tym z taką lekkością i z pojawiającym się raz na jakiś czas uśmiechem na twarzy.

Co do samego koncertu… Nie napiszę nic odkrywczego, bo było jak zawsze cudownie, wspaniale i bawiliśmy się świetnie! Jedyne rozczarowanie, jeśli w ogóle można mówić o rozczarowaniu (!), to fakt, że zagrał tylko trzy piosenki z nowej płyty. Za to nauczył się już tekstu ‚Sprzedaj mnie faktowi’ i udało mu się nie pomylić ani razu. Był też ‚Highwayman’, w całości po polsku. Muszę przyznać, że tyle razy słuchałam tą piosenkę, że brakowało mi wokalu Nergala na początku i raziła nieco trzecia zwrotka śpiewana po polsku. Za to na pewno nie brakowało mi Gienka Loski, który nie umie śpiewać, co pokazał dobitnie biorąc się za bary z Maleńczukiem i jego repertuarem. Była ‚Ostatnia nocka’ z mocniejszym, bardziej rockowym refrenem. Podobnie jak ‚Gdzie jesteście przyjaciele moi?’. Przy ‚Dawnej dziewczynie’ Maleńczuk jak zawsze zostawił zespół żeby się przedstawił, a sam poszedł za kulisy na szybkie trzy drinki. I to przedstawienie zespołu jest nowością w jego koncertach. Pierwszy raz spotkałam się z tym w Warcie i nie umiałam się ustosunkować. Teraz spodobało mi się do tego stopnia, że jak Maciej wrócił to nawet pomyślałam sobie, że czemu tak szybko. Długi na gitarze basowej dał takie czadu, że nie mogłam od niego oderwać wzroku. Kuba Frydrych na gitarze wybitny. A potem przyszedł Maleńczuk i wszystko zepsuł, bo zaczął znów śpiewać ‚Dawną dziewczynę’ w smutnej, smętnej i jazzowej aranżacji. Klawiszowiec dał popis przy ‚Cichej wodzie’, grając jedną ręką tylko na czarnych. Rewelacja! A po zachowaniu reszty sali wnioskuję, że nie tylko mnie się podobało. A na bis zagrał bardzo przeze mnie oczekiwane ‚Stand by your man’. I zjechał przy tym z góry na dół posła Grodzkiego i miał rację. ‚Ziobro wygrał wybory w Krakowie. Poseł Grodzka wygrała wybory w Krakowie. Wszystko można powiedzieć o Krakowie i okazuje się, że to będzie prawda’.

Ktoś powie, że chodzę w kółko słuchać tego samego i jak mi się to nie nudzi. Bo, po pierwsze, to nie jest to samo. Za każdym razem odkrywam coś nowego. Mimo, że znam piosenki na pamięć. Mimo, że zapowiedzi ich słyszałam kilkakrotnie. Zawsze cieszy tak samo jakby był to pierwszy raz. Tym razem oczarowała mnie sekcja gitarowa i jestem pod ogromnym wrażeniem Długiego. Patrzyłam na cały zespół i miałam wrażenie, że to prawdziwy zespół. Nie grupa ludzi, która spotyka się tylko po to żeby zagrać koncert, zgarnąć kasę i wrócić do domu. Grupa ludzi, którzy się lubią, szanują i mają ogromną frajdę z tego co robią. Mimo, że grają to samo po raz kolejny, to i tak sprawia im to radość i przekazują niesamowitą energię publiczności zgromadzonej na sali. Tam gra wszystko, począwszy od klawiszowca, a na perkusiście kończąc. A jak doda się do tego wokalistę to powstaje coś, co nie mieści się w żadnym niebycie. I dlatego chodzimy co roku na koncerty Maleńczuka i wychodzimy z nich zachwyceni i naładowani pozytywną energią.

A poza tym jest on moim idolem od wielu lat i nie zmieni się to nigdy. I z tego powodu drażnią mnie pytania w stylu, czy Maleńczuk znów grał koncert ujarany i pijany. Wiem, że on ma to gdzieś, nawet jakby mu to ktoś powiedział w twarz. Ale ja mam to do siebie, że nie lubię takiego gadania, wkurza mnie i nie jestem w stanie się nie odezwać. Owszem, pije drinki podczas koncertu, ale w przeciwieństwie do innych ‚gwiazd’ robi świetną robotę, nie chwieje się, nie bełkocze, trafia palcami w strunę gitary i w każdej minucie udowadnia, że warto wydać pieniądze na bilet na jego koncert. I jest Gwiazdą, a nie ‚gwiazdą’ i będę bronić tego poglądu jak niepodległości i do końca świata!

 

565

Standardowy

W zeszłym roku o tej porze pociłam się na siłowni w nadziei, że uda mi się schudnąć. Z perspektywy czasu widzę, że było inaczej. Na pewno nieco popracowałam nad swoimi mięśniami, ale zbyt długi czas spędzony na rowerku odbił się czkawką w postaci zbyt masywnych ud. De facto walczę z nimi do dzisiaj. Na razie z marnym skutkiem.

W tym roku postanowiłam, że rezygnuję z siłowni i będę ćwiczyć w domu. Zaczęłam od standardowej szóstki, którą zaczynałam i przerywałam niezliczoną ilość razy. Pewnego dnia, całkiem przypadkiem, usłyszałam o Ewie Chodakowskiej. Teraz słyszy o niej cała Polska i również cała Polska ją zna i myślę, że połowa Polski z nią ćwiczy. Ćwiczę i ja. Zaczęłam od programu, który można ściągnąć za darmo z jej strony. Szło mi coraz lepiej, ale wtedy przyszła choroba i skutecznie położyła mnie do łóżka. Wykorzystałam ten czas na teoretyczne zgłębienie tematu. Poszperałam w Internecie i trafiłam na kilka ciekawych blogów o odchudzaniu. Znalazłam też inne treningi Chodakowskiej w postaci filmów, które były dołączone na płytach do numerów Shape. Początkowo chciałam kupić te płyty, ale ceny na Allegro skutecznie mnie zniechęciły. Wiem, że Chodakowska jest modna i wiele dziewczyn zrobi bardzo dużo żeby mieć jej płyty z ćwiczeniami, jednak mam nadzieję, że nikt nie kupuje ich na Allegro, za te horrendalnie wysokie ceny!

Skończyłam brać antybiotyk i postanowiłam, że wracam do ćwiczeń. Miałam do wyboru Skalpel i Spalanie i Modelowanie. Pierwszy raz włączyłam to drugie i z ręką na sercu przyznam się, że nie dałam rady dotrwać do końca. Za szybkie tempo, niektóre ćwiczenia zbyt siłowe, jak dla mnie. Popłakałam się. Wyzwałam Chodakowską od najgorszych. I wyłączyłam telewizor. Na drugi dzień postanowiłam spróbować Skalpel. Póki co jest to strzał w dziesiątkę! Trening trwa 45 minut i skupia się na ćwiczeniach na wszystkie partie ciała: ramiona, nogi, pośladki, brzuch. Mam za sobą dopiero trzy Skalpele, ale zaczynam powoli widzieć efekty. Przede wszystkim wytrzymuję do końca treningu. Moje ręce bolą troszkę mniej i jestem w stanie wykonać całą serię ćwiczeń bez przerwy. Póki co nie mogę oderwać ud od podłogi. Nie przejmuję się tym, ponieważ czytałam, że po miej więcej szóstym treningu dziewczyny były w stanie w całości je poderwać do góry. Za to jestem w stanie machać nogą i pulsacyjnie podnieść ją do góry kilka razy bez podtrzymywania się ściany. Małymi kroczkami idę do przodu i mam niesamowitą frajdę podczas tych ćwiczeń. A po zakończeniu treningu na mojej twarzy pojawia się szczery uśmiech i satysfakcja, że dałam radę.

Po raz pierwszy w życiu uwierzyłam, że może mi się udać. Może dla niektórych jest to głupie i nieważne. Ja odczuwam satysfakcję z tego, że codziennie wieczorem wskakuję w adidasy i koszulkę i ćwiczę przed telewizorem z Ewą. I nie poddaję się. Mimo bólu mięśni. Mimo potu lejącego się po tyłku. Wyznaczyłam sobie cel i dążę do niego. Wierzę, że po paru miesiącach będę wyglądać inaczej i zacznę patrzeć na siebie w inny sposób. Może nawet uwierzę w to, co mówią o mnie inni? Nigdy nie będę ze swojego ciała zadowolona w stu procentach, ale taki już mój urok. Mimo wszystko wierzę, że w skończonym czasie stanę przed lustrem i uśmiechnę się na widok swojego odbicia w nim.

 

Chciałam jeszcze dodać na samym końcu, że w sobotę idziemy znów na koncert! MM po raz piąty, jeśli dobrze liczę, a ja cieszę się jakby to był pierwszy raz. Uśmiecham się sama do siebie i oszukuję mój mózg, który przez to myśli, że jestem ciągle szczęśliwa. Odliczam dni i nie mogę się doczekać. I znów będę żyć koncertem przez długie dni. Znów będę sprawdzać na stronie, kiedy jest kolejny. Znów kupię bilety i postawię Tomka przed faktem dokonanym. I znów będę odliczać dni do kolejnego koncertu…

 

564

Standardowy

Powszechnie wiadomo, że mało która kobieta akceptuje siebie, swój wygląd i swoje ciało. Nigdy nie jest tak, że wszystko wygląda idealnie, wszystko jest na swoim miejscu i nie ma się do czego przyczepić. I ja też nie lubię siebie i swojego ciała. Mam tak od małego. Zawsze coś było nie tak. Tylko jak teraz patrzę wstecz, to uśmiecham się do siebie, bo wiele bym dała żeby wyglądać tak jak kiedyś. Zgodnie ze słowami mojej nauczycielki angielskiego ‚chciałabym być tym, kim byłam kiedyś, kiedy chciałam być tym, kim jestem teraz’.

Jak miałam naście lat byłam wysoka i chuda i miałam ogromne kompleksy. Uważała, że jestem brzydactwem, a uwagi innych, że powinnam przytyć czy więcej jeść działały na mnie jeszcze bardziej przygnębiająco. Z tego tłumu wybijała się jedna osoba. I nie mam na myśli żadnego z Rodziców, czy Dziadków. Nie zdradzę kim jest ta osoba. Ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, kogo mam na myśli.

On, bo to mężczyzna, zawsze mi powtarzał, że jestem ładna, zgrabna, wyglądam super, im jestem starsza tym ładniejsza i inne komplementy w podobnym guście. Oczywiście, jako dziecko z wyrobionym zdaniem na swój temat, wszystko to wpuszczałam jednym uchem, a drugim wypuszczałam. A Jego wstydziłam się jak jasna cholera. Sympatia walczyła ze wstydem i ten drugi wygrywał. W związku z czym zawsze rozmawiałam z Jego Żoną, która doskonale wiedziała, że On ma trzymać się z daleka. Wszystko zmieniło się parę lat temu. W sumie całkiem niedawno. Dostrzegłam ile dla mnie dobrego zrobił swoimi słowami i nie tylko. Że tylko dzięki Niemu mam jeszcze jako takie zdanie o sobie i jakieś resztki wiary w siebie.

Kontakt nam się urwał, jak to w życiu bywa. Każdy poszedł w swoją stronę. I jak to bywa w życiu spotkać się można z rodziną tylko na ślubie albo pogrzebie. Trafiło na tą drugą imprezę… Pojechałam z poczuciem obowiązku i jakąś małą radością, że spotkam tyle fajnych osób, które też na co dzień są moją rodziną. I On też tam był. Ale zwróciłam na niego uwagę dopiero na konsolacji. Bardziej On na mnie. Oczywiście swoimi słowami sprawił, że oblałam się rumieńcem i nie miałam najmniejszej ochoty z Nim rozmawiać. I po raz kolejny z pomocą przyszła Jego Żona, z którą nie widziałam się ładnych parę lat i trzeba było nadrobić stracony czas. W końcu musiałam i z Nim porozmawiać. Łamana kołem nie przypomnę sobie o czym rozmawialiśmy, ale na pewno długo to trwało. I wtedy po raz pierwszy poczułam, że mam w Nim niesamowite wsparcie. Kiedy On, jako pierwsza osoba, powiedział mojemu Tacie żeby się zastanowił zanim powie coś na mój temat i mojego wyglądu. Pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy każde w swoją stronę.

Spotkaliśmy się parę miesięcy później i bardzo bym chciała żeby spotkanie było w innych okolicznościach… Już nie miałam oporu żeby z Nim porozmawiać. W pewnym momencie zostałam sama przy stole i nie miałam co ze sobą zrobić. Popatrzyliśmy na siebie, puścił do mnie oko (w dzieciństwie wywoływało tu zawsze rumieniec na moje twarzy i ucieczkę w drugą stronę) i przesiadłam się do ich stolika. Rozmowa przyniosła ulgę, odwróciła myśli od niesamowitego bólu, który mnie rozrywał od środka. Potrafił sprawić, że się uśmiechnęłam mimo łez płynących potokiem po policzkach. A potem większą grupą przenieśliśmy się do miejsca, które było pełne ciepłych wspomnień i tam rozmawialiśmy jeszcze bardzo długo.

Od tego czasu spotykaliśmy się częściej i przy weselszych okazjach. Za każdym razem rozmawialiśmy długo i na różnorakie tematy. I za każdym razem On nieświadomi czy też z premedytacją pracował nad moją samooceną. Powtarzane komplementy coraz częściej trafiały do mnie, ale wcześniej dzieliłam je sobie przez dziesięć i w takiej formie przyswajałam. I pomagało. Od tego spotkania zrozumiałam, co On dla mnie robił przez te wszystkie lata. Niesamowicie się cieszę, że przełamałam moją wewnętrzną nieśmiałość i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Nie patrząc na nikogo i nie przejmując się tym, co mówią inni. A wiem, że jest taka jedna osoba, która doszukuje się czegoś, czego nie ma. Ale taki jej urok i mam świadomość, że nigdy się nie zmieni. I za to ją kocham.

Wracając do Niego. Ostatnio dowiedziałam się, że podobno nie tylko nade mną tak intensywnie pracuje. I nie uwierzyłam w to. Uśmiechnęłam się, wysłuchałam do końca historii i odłożyłam ją na półkę z napisem ‚nie ma się czym przejmować’. Ktoś by mógł powiedzieć, że jestem zbyt pewna siebie. Nie jestem. I nigdy nie będę. Ale w pewnych kwestiach wiem, że się nie mylę. Wiem, że to ja jestem podziwiana i to mi ktoś zazdrości. Bo to ja pracowałam nad tym żeby nasze relacje były takie, a nie inne. Bo to mi podał rękę i pomógł wstać, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Zawsze powtarzam, że nie wierzę w przyjaźń damsko-męską. Dla siebie i tej relacji robię wyjątek. Z wielu powodów. Najbardziej oczywisty znany jest tylko dla wtajemniczonych. A reszty nie będę i nie chcę wymieniać. Na pewno jest to chyba jedyny facet, któremu mogę powiedzieć, że Go uwielbiam i nie zostanę źle zrozumiana. Mogę Go trzymać za rękę i będzie to najnormalniejsza rzecz pod słońcem i nie będzie w tym nawet cienia podtekstu z pogranicza erotyki. Innymi słowy cieszę się, że pojawił się na mojej drodze i cieszę się, że inni mi Go zazdroszczą.

Wiem, że nigdy tego nie przeczytasz. A nawet, jeśli prawdopodobnie nie będziesz wiedział, ze to o Tobie mowa. Ale chcę Ci podziękować. Za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Mniej lub bardziej świadomie. Za to, że dzięki Tobie mogę raz na jakiś czas poczuć się atrakcyjną kobietą. Że mogę w to uwierzyć. Że mogę na Ciebie liczyć. Że mogę płakać w Twój rękaw ze śmiechu. Że mogę powiedzieć Ci wszystko i mnie zrozumiesz. Za to i wiele innych rzeczy, których nie umiem nazwać najzwyczajniej w świecie, prosto z serca, dziękuję Ci!