Przyjaciółka

Standardowy

W trakcie mojej terapii przewartościowałam cały mój świat. W tym także słowo przyjaciel. Od zawsze wychodziłam z założenia, że przyjaciela ma się jednego, góra dwóch, znajomych można mieć na pęczki. To się nie zmieniło. Ewę nadal uważam za przyjaciółkę. Wiem, że stanęłaby za mną murem zawsze. Wiem też, że mogę do niej zadzwonić w środku nocy, ale w odpowiedzi usłyszę „E. proszę zadzwoń koło południa”. Agata nie jest moją przyjaciółką. Ale jest mi na pewno bardzo bliską osobą, na którą mogę liczyć zawsze, co pokazała już nie raz. Nasza relacja jest dość specyficzna. Oparta na wymianie maili, rzadkich kawach i wspólnie przeżytym piekle, z którego udało się nam wyrwać, a które nas mimo wszystko połączyło.

Od jakiegoś czasu mam odwagę mówić przyjaciel o jeszcze jednej osobie. Janina. To nie jest jej prawdziwe imię, ale tak będę ją nazywać z wielu powodów, w większości niezrozumiałych dla innych. Jakby ktoś mi powiedział, że tak bardzo się zżyjemy, że stanie mi się tak bliska, nie uwierzyłabym. Mało, w najśmielszych snach nie marzyłam, że coś takiego mnie spotka. a jednak. Jak to napisał Coelho „niezwykłe napotkać można na drogach zwykłych ludzi”.

Janinę poznałam we wrześniu. Na początku nasza znajomość była poprawna, utrzymywałyśmy dystans, który był wskazany w naszych relacjach. Coś się zmieniło w chwili gdy odważyłam się i podałam jej adres bloga. Nie wiem czemu to zrobiłam. Pod wpływem impulsu? Pod wpływem chwili? Zrobiłam to i nie żałuję. Do dzisiaj zresztą jest stałym czytelnikiem, ale też najbardziej krytycznym, za co ją bardzo cenię.

Zżyłam się z nią tak naprawdę, gdy opowiedziała mi o więcej o sobie. Z luźnej rozmowy o niczym zrobiła się poważna i refleksyjna, a po wyjściu ja tonęłam we łzach i długo nie mogłam się pozbierać. Wtedy też coś we mnie pękło. Po raz pierwszy powiedziałam jej o swoich uczuciach, co czułam i jak czułam. Ona to zauważyła i niczym kropla drążąca skałę zmuszała mnie do odkrywania siebie i mówienia o sobie w inny sposób niż dotychczas.

Nie będę się rozpisywać o tym jak bardzo mnie ta przyjaźń zmieniła. Nie będę też pisać za co Janinę tak bardzo cenię, bo wie o tym doskonale. Powtarzam jej to na każdym kroku i wręcz do znudzenia. Chciałam zaznaczyć, że nigdy nie wiadomo kim napotkana na naszej drodze osoba się okaże. Nie można nikogo skreślać z góry, ani też podchodzić do każdego z optymizmem godnym Troskliwego Misia. Trzeba być sobą, pozostać otwartym na drugiego człowieka, słuchać, obserwować i potem działać. Czasem można się mile rozczarować.

Ta przyjaźń wiele mnie nauczyła i wiele uczy. Wzbogaciła mnie. Pokazuje, że można komuś dać szansę tak mimo wszystko. Że w każdym człowieku jest jakiś pierwiastek dobra, czasem trzeba tylko dłużej popatrzeć. Że fajnie mieć kogoś na kogo można liczyć zawsze. Bo nie zawiodła mnie jeszcze nigdy! Nie muszę regularnie się z kimś spotykać żeby nazywać go przyjacielem. Nie na tym to polega. Czasem wystarczy świadomość, że nie jest się dla kogoś obojętnym. Poza tym fajnie jest pogadać o facetach, książkach, kocich kupach i wiedzieć, że jest się normalnym, choć dla innych wydajemy się śmieszni w naszych dziwactwach. Bo czymże jest normalność?