Prawie pół roku z kotem pod jednym dachem

Standardowy

Frania mieszka z nami już pięć miesięcy, więc to idealny czas na podsumowanie tego, jak nasze życie zmieniło się po adopcji czarnego malucha z oczami kota ze Shreka.

11149628_1134052553279006_9053056384959494120_o

Mieszkanie nie jest już takie puste

Dla mnie to nie nowość, bo całe życie miałam psa u boku. I zawsze powtarzałam, że ze śpiącym Frodem jest milej niż w całkiem pustym domu. Zawsze się gdzieś przemieści, przyjdzie żeby go pogłaskać, pomruczy, po prostu jest. Analogicznie jest z Franią. Wystarczy, że jest. Świadomość, że nie wracasz do pustego mieszkania, tylko ktoś na ciebie czeka, jest nie do opisania. Do tego ona jest tak towarzyska, że wszystko robi z nami. Czyta książki, gotuje, rozpakowuje zakupy, bierze prysznic, ogląda telewizję, śpi.

Kot jest bardziej ciekawski niż pies

Frodo powącha i odejdzie, jeśli nie znajdzie dla siebie nic interesującego. Franię zawsze coś zaciekawi. Układa kable pod biurkiem z Tomkiem, przy okazji goniąc je po całym pokoju. Rozpakowuje z nami zakupy. Musi zajrzeć do każdej torby, powąchać każdą rzecz jaka jest z niej wyciągana. Moim zdaniem nauczyła się tego od Froda, który zawsze wsadza nos do każdej foliówki, a po zakupach z Pamso musi spróbować każdą wędlinę. Oczywiście na wypadek gdyby była trująca, to on wykryje to pierwszy i stanie się bohaterem, który uratował swoich właścicieli.

Frania towarzyszy również podczas gotowania. Siada w rogu blatu i obserwuje, co ciekawego robimy. Gdy jest kurczak furczy głośno i w zależności kto go kroi jej zachowanie jest inne. Gdy ja zajmuję się obiadem, czeka grzecznie aż ją poczęstuję. I nie je z miseczki, bo to niemodne, ją trzeba karmić z ręki. Kiedy to Tomek jest kucharzem Frania bez żadnych skrupułów kradnie mięso prosto z deski, nie czekając na swój przydział. Zauważyłam, że to zachowanie przenosi również na inne osoby. Mama może spokojnie zajmować się żeberkami, karczkiem, schabem. Frania niczym trusia siedzi w kąciku i czeka. Tata prowadzi walkę, w której z góry jest skazany na porażkę, bo czarny maluch jest szybszy i sprytniejszy.

Wymiana pieca w łazience nie mogła się obejść bez Frani. Pan fachowiec miał nieocenioną pomocnicę. Siedziała z nim w wannie podczas demontażu starego. Roznosiła śrubki od nowego. Weszła do skrzynki z narzędziami, ukradła pakuły, a na koniec domagała się o puszczenie wody w umywalce, czym wprawiła pana fachowca w osłupienie.

Frania to chodzący antydepresant

Ten punkt dotyczy tylko mnie. Odkąd ją mamy walczy z moją depresją, brakiem chęci do życia i robienia czegokolwiek. Nie mogę całe dnie leżeć w łóżku, bo mi na to nie pozwala. Muszę ją nakarmić, pogłaskać, pobawić się z nią. Oczywiście mogę to zignorować, na własną odpowiedzialność, bo czeka mnie przeraźliwe miauczenie połączone ze skakaniem po mnie i gryzieniem. Ale to w ostateczności, gdy wszystko inne zawodzi. Czasem samo patrzenie na jej zabawy sprawia, że się uśmiecham i humor poprawia się od razu. Jest też nieoceniona podczas gorszych dni. Wtedy przychodzi, kładzie się obok i domaga się głaskania albo wtula się w moją rękę. Dzięki niej czuję się potrzebna.

Frania = żywa maskotka

Dosłownie. Od pierwszego dnia śpi z nami w łóżku. Przyszła w nocy, stoczyliśmy nierówną walkę i po czwartym zrzuceniu jej z łóżka poddaliśmy się. Od tej pory ma swój kocyk, na którym śpi i który ciućka przed snem. Zawsze kładzie się tak żeby czuć czyjąś rękę. Kiedy śpię na brzuchu albo ręce mam schowane pod kołdrą, kładzie się na mnie. Czasem jest to bardzo wskazane, szczególnie w momentach, kiedy boli mnie bark albo plecy po rurce.

Zawsze będę mieć przed oczami zdjęcie, które zrobił jej Tomek po pierwszej nocy z nami. Leżała na plecach, z łapami w górze, wtulona we mnie i biła z niej taka błogość i spokój. Poczuła się u nas bezpiecznie od pierwszego dnia, co nas rozłożyło na łopatki.

Frania i woda to najlepsi przyjaciele

Normalne koty nie lubią wody i unikają jej jak ognia. Nasza kotka nie jest normalna. Ona uwielbia wodę, uwielbia być mokra, uwielbia wszystko, co jest związane w wodą. Zaczęło się od umywalki. Patrzyła jak woda leci cienką strużką, moczyła w niej łapę, oblizywała i powtarzała rytuał. Z czasem poszła krok dalej i zaczęła wylizywać wannę po każdym prysznicu. Teraz potrafi miauczeć, jak za długo się myję, bo ona chce wejść i to natychmiast. Ogląda jak napełnia się spłuczka i pije stamtąd wodę, bo ta w misce jest trująca. Po zmywaniu naczyń czy myciu warzyw musi się wytarzać w zlewie. A hitem ostatnich dni jest głaskanie jej mokrą ręką. Wtedy jest najszczęśliwsza na ziemi.

Kot wejdzie wszędzie, dosłownie wszędzie

Zanim adoptowaliśmy Franię ustaliliśmy pewne zasady. Kot nie chodzi po blatach w kuchni. Kot nie siedzi na stole w salonie. Kot nie śpi z nami w łóżku. Każda z nich została obalona prędzej czy później. I co dziwne, nie przeszkadza nam to wcale. Wręcz przeciwnie, potrafimy stać i podziwiać nowe miejsce, które zdobyła Frania.

Choć nie zawsze jest tak kolorowo. Mieszkała u nas tydzień z małym kawałkiem i nagle zginęła. Nie ma kota. Sprawdziliśmy każde z jej ulubionych miejsc i nic. Zaczęłam panikować i szukaliśmy w coraz to bardziej absurdalnych punktach. W pewnym momencie zaczęłam płakać, a w głowie układać treść ogłoszenia. I wtedy stał się cud. Tomek zajrzał po raz kolejny do szafy i znalazł tam Franię, która spała zadowolona na pudełkach z butami. Do dzisiaj pamiętam tą mieszankę strachu, rozpaczy, bezsilności. Wtedy uświadomiliśmy sobie, że już kochamy tego kota całym sercem.

Zabawką jest wszystko

Frania ma tą cudowną cechę, że potrafi bawić się wszystkim, a najbardziej lubi zabawki, które sama sobie znajdzie. Jej pierwszą zdobyczą był sznur koralików ze stroika bożonarodzeniowego. Ma go do dzisiaj i uwielbia za nim gonić po całym korytarzu. Kulki z folii aluminiowej zawsze są atrakcyjne i zawsze jest gotowa turlać je po całym mieszkaniu. Jednak zdecydowanie najlepiej robi się to w środku nocy. Korek od butelki też jest super. I zakrywka od dezodorantu. I breloczek z gum Orbit w kształcie loda.

Jedyne kupne zabawki jakie ma to miotełka z piórami, którą wykańcza co tydzień i piłki kauczukowe z automatu. Poza tym dostała parę od swojej matki chrzestnej i jedną od Agaty, ale nimi bawi się okazyjnie. Jednak, gdy już do tego dojdzie, to oczywiście w nocy, kiedy my śpimy.

11154798_1134058933278368_5865128089490808511_o

Mamy ją dopiero pięć miesięcy, a wydaje się nam, że jest z nami od zawsze. Swoim urokiem łamie serca nawet zatwardziałych przeciwników kotów. Ożywiła nasze mieszkanie, wprowadziła do niego radość i pierwiastek zaskoczenia, bo nigdy nie wiadomo, co wymyśli danego dnia. Generalnie to fajnie jest mieć Franię!